Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Bezdomni bez miłości

    47396554_433942950473256_1618867134861934592_n

    Jakiś czas temu wyszedłem na spacer. Szedłem osiedlowymi chodnikami ze słuchawkami na uszach, z których przez aparat słuchu do mojego serca wpadała kojąca i motywująca muzyka Tau. Od zawsze lubiłem takie spacery, tylko ja i Bóg, który poprzez słowa rapera stale uczy mnie prawdy o sobie, pokazuje, kim tak naprawdę jestem oraz jak ważny jestem w Jego oczach. Wtedy mogę odetchnąć. Nie zastanawiam się, co myślą o mnie inni, ważne jest tylko to, co myśli On.

    Tamten dzień był szczególny, i to nie tylko ze względu na świetną pogodę, jesienny powiew świeżego niczym Winterfresh powietrza i promienie słońca odprężające twarz lepiej niż najlepsza maseczka. Tamtego dnia dostałem od Boga jedną z najlepszych lekcji o rodzinie. Wychodziłem zza rogu bloku, mijałem kolejnych ludzi, którzy w pędzie i pośpiechu gnali chodnikami, jakby one były co najmniej bieżnią lekkoatletyczną igrzysk olimpijskich. Jednak pewien widok zaciekawił mnie szczególnie. Ławeczka w niewielkim parku i pan siedzący na niej. Nie była to jednak ławka rezerwowych, raczej ławka szukających miłości. Cierpienie i spokój wypisane na twarzy tego człowieka zaczęły mieszać się w mojej głowie. Zauważyłem bezdomnego, który, zdawać by się mogło, zrozumiał, co w życiu jest najważniejsze, zrezygnował z tej światowej gonitwy ku wyższości, jednak też szalenie za czymś tęskni.
    Tak zasypany myślami niczym śnieg z górskiej lawiny wszedłem do pobliskiego supermarketu. Postanowiłem, że podzielę się jedzeniem z tym panem, którego spotkałem parę minut temu. Szybkie zakupy, dzień dobry – do widzenia, wymienione z panią kasjerką, która mówi to już tak mechanicznie, że czasem zastanawiam się, czy mówi to ona, czy może puszcza z odtwarzacza. Wychodzę ze sklepu i idę w stronę siedzącego na ławce pana. Przywitanie, krótka wymiana zdań i o wiele głębsza wymiana spojrzeń. Oczy często mówią znacznie więcej niż usta. To one powiedziały mi o tym człowieku to, czego nie powiedziałaby mi jego książeczka zdrowia. Ten biedny człowiek nie był wcale biedny materialnie, znaczy może i był, jednak jego prawdziwą biedą było to, że nie miał on nikogo. Samotność to jedna z najgorszych chorób, jakie mogą spotkać człowieka. Bezdomny z wielką radością przyjął ofiarowane mu pożywienie, jednak – co powiedziały mi znów jego oczy – największą radością było dla niego to, że ktoś się nim zainteresował, że nie przeszedł obok, ale coś mu dał, poświęcił swój czas i uwagę. Tamto spotkanie nauczyło mnie bardzo wiele, zwłaszcza o rodzinie i jej prawdziwej istocie. Pokazało, że każdy z nas tęskni za miłością i troską najbliższych, że znacznie bardziej niż za brakiem wielkich domów, luksusowych aut i milionów na koncie, tęsknimy za byciem dla kogoś zwyczajnie ważnym i potrzebnym. Na nic nam wielka plazma na ścianie i wciąż nowe gadżety w kieszeniach, gdy nie dajemy bliskim miłości, uwagi i swojego czasu. Jak cenna jest rodzina i każdy jej członek, często przekonujemy się, gdy ktoś z naszych bliskich odchodzi. Wtedy, stając w obliczu samotności, nagle spostrzegamy, jak wielkim skarbem dla nas była ta osoba.
    Aby nie stracić żadnej minuty, w której możemy pokazać naszym bliskim, jak bardzo są dla nas ważni, nie pozostaje nam nic innego jak stale, systematycznie, każdego dnia powtarzać sobie słowa ks. Twardowskiego Śpieszmy się kochać ludzi... tak szybko odchodzą. Wspomniany w pierwszych akapitach bezdomny i jego spojrzenie przypomniały mi też pewien fragment z kart Pisma Świętego, mówiący o powszechnej rodzinie chrześcijańskiej. Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je» (Łk 8, 19-21).
    Jak uczy nas sam Jezus, miłości, pomocy i uwagi nie możemy zachowywać tylko dla własnej rodziny, ale musimy dzielić się nimi również z tymi, którzy może tej rodziny wcale nie mają. Nasz Zbawiciel wiele razy powtarzał, że cokolwiek uczynimy jednemu z tych najmniejszych, tak naprawdę uczynimy Jemu samemu. 

    Wokół nas jest tylu potrzebujących, skrzywdzeni, porzuceni, każdego dnia borykają się z problemem braku miłości. Tak często oceniamy ich, przechodząc obojętnie obok, nie zważając na to, że każdy z nas ma inną historię życia i nigdy nie wiemy, co kryje się w sercu drugiego człowieka. Wiemy jednak na pewno, że jesteśmy chrześcijanami, uczniami Jezusa, którzy powinni dzielić się miłością z wszystkimi, pomagać im i wydobywać w drugim człowieku jego prawdziwe piękno i wartość dziecka Bożego. Każdy z ludzi, których mijamy na ulicy, w sklepie, pracy czy przy śmietniku, nie jest tylko zwykłym człowiekiem. Każdy z nich jest naszym bliźnim, jednak to od nas zależy, kogo w nim zobaczymy. Czy będzie to tylko kolejna nic nieznacząca dla nas osoba, którą mijamy, czy tak jak my – dziecko samego Boga, nasz bliźni, członek naszej rodziny, dla którego chcemy tylko dobra i miłości. Dzisiejszy świat zalewa fala konsumpcjonizmu, szybkiego życia i pędu za pieniądzem. W tym wyścigu ciężko zauważyć tych, których życie nie oszczędziło, którzy zranieni i opuszczeni nie mają nikogo, kto mógłby poświęcić im swój czas, ofiarować pomoc, a przede wszystkim pokazać im, że dla kogoś są ważni. 

    Nie bójmy się rozmawiać z potrzebującymi, nie bójmy się poświęcać im swojej uwagi, a przede wszystkim przekazywać Dobrej Nowiny o tym, że może dla świata są nieznaczący, jednak Jezus stale ich szuka, chcąc dać im swoją miłość, opiekę i bliskość. Który chce pokazać, że dla Niego są wyjątkowi! A z Nim nawet najtrudniejsze chwile stają się błogosławieństwem. Jednak bez nas i naszej inicjatywy oni często nie mają jak się o tym dowiedzieć.
    Jezus tak bardzo chce przez nas działać. Chce uczynić nas swoimi apostołami, którzy pójdą do tych najbiedniejszych i najbardziej zranionych, aby ukazać im Jego miłość. Pytanie tylko czy my zauważymy w nich naszych bliźnich, prawdziwych członków Bożej rodziny, i czy będziemy mieli odwagę po prostu do nich podejść?


    Damian Krawczykowski

    Katolicki felietonista, pisarz młodego pokolenia. Prowadzi blog #jasnefelietony na portalu deon.pl. Pomysłodawca projektu ewangelizacyjnego Akademia Apostołów. Autor książki „Apostołowie w dresach".


    Artykuł pochodzi z grudniowego "Wzrastania".

    https://gotow.pl/glowna/120-wzrastanie-grudzien-2018.html

    Oceń ten wpis:
    Bóg ma plan dla każdego z nas
    Wpatrzeni w Nastolatkę z Nazaretu

    Related Posts

     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    sobota, 15, grudzień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.