Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Bóg ma plan dla każdego z nas

    IMG_20160729_160531

    ​Rok 2010, lekcja religii i gość – miły chłopak, chyba młody katecheta, który opowiada o jakimś spotkaniu młodych. Ma prezentację, mówi o swoich doświadczeniach, przeżyciach. Widzę w jego oku błysk i… w zasadzie to tyle. Wiem, że jest zaangażowany w to, co robi, wiem, że to, o czym mówi, jest dla niego autentycznie ważne, ale z mojej strony po tym jest… kropka. Dzwonek – za dziesięć minut następna lekcja, trzeba dobrze wykorzystać ten czas. Informacje o Światowych Dniach Młodzieży wypadają z mojej głowy tak samo szybko, jak się w niej pojawiły.

    Dwa lata później. Msza Święta i ogłoszenia, w czasie których młody ksiądz z entuzjazmem mówi o Światowych Dniach Młodzieży. O szansie wyjazdu do odległej Brazylii, przeżyciu przygody życia i doświadczeniu żywej wspólnoty wiary. Słucham, nie powiem, że wizja nie jest interesująca. I znów kropka. 

    Czas, o którym piszę, to liceum oraz początek studiów. Jaka wtedy byłam? Myślę, że przywołam trzy określenia – nieśmiała, trochę strachliwa, ani gorąca, ani zimna w mojej wierze, po prostu letnia, a w tym wszystkim poszukująca. 

    28 lipca 2013 r. – Msza kończąca ŚDM w Rio. Pamiętam, że telewizor był włączony, a ja siedziałam w kuchni i co jakiś czas zerkałam w stronę transmisji z Copacabany. W zasadzie nawet interesująco wyglądały te tłumy młodych ludzi, wsłuchujące się w słowa Ojca Świętego. Nie pamiętam, czy żałowałam wtedy, że mnie z nimi nie ma, ale pamiętam bardzo dobrze, co poczułam, gdy po Aniele Pańskim papież ogłosił, że kolejne Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Krakowie. W Polsce, tak blisko, to chyba jedyna taka szansa w moim życiu, bo przecież w Częstochowie w 1991 roku nie było mnie jeszcze nawet na świecie… Kolejna okazja może się już nie zdarzyć. Wiedziałam wtedy, że muszę coś zrobić. Nie wiedziałam co, ale byłam pewna, że zostawienie tej sprawy tak, jakby zupełnie mnie nie dotyczyła, będzie ogromną przegraną dla mnie samej. Potraktowałam to jako wyzwanie i szansę na wkroczenie w nieznany dotąd świat Kościoła, ocenienie go i podjęcie decyzji, co dalej z moim życiem.

    Odpowiedź jak zrealizować to pragnienie serca, przyszła szybko – po powrocie z Rio, grupa pielgrzymów wraz z księdzem rozpoczęła w diecezji warszawsko-praskiej działania przygotowujące do powstania Diecezjalnego Centrum ŚDM. Ogłoszono konkurs na logo, potem pierwsze spotkanie dla wolontariuszy. Zupełnie nie rozumiałam, co mną wtedy kierowało, ale pomimo chorobliwej nieśmiałości poszłam i usiadłam w grupie innych młodych osób w podziemiach katedry. Słuchałam tego, co mówili ksiądz biskup, uczestnicy wyjazdu na ŚDM do Rio i czułam się dobrze. Nie znałam nikogo i chyba z nikim nie zamieniłam wtedy nawet słowa, ale nie czułam się obco. Zaczęłam obserwować w sieci działania ogłaszane przez Diecezjalne Duszpasterstwo Młodzieży – zaproszenia na spotkania, dni formacyjne, akcje, do których poszukiwano wolontariuszy. Zupełnie nie wiem, kiedy wciągnęłam się w to jeszcze bardziej. Powoli poznawałam nowe osoby i choć wciąż trzymałam się na uboczu, to jednocześnie starałam się jak najwięcej dać z siebie. I wtedy dostałam szansę. Propozycję, by wyjechać na weekend z kilkoma osobami najbardziej zaangażowanymi w przygotowania. Mieliśmy się poznać, porozmawiać o przyszłości i kierunku przygotowań do dni w diecezji. Znów zupełnie nie rozumiem, czemu to zrobiłam, ale zgodziłam się. To było bardzo niepodobne do mojego sposobu bycia. I choć początkowo żałowałam mojego braku asertywności, to z czasem zrozumiałam, że moja obecność tam była szansą, darem. Od tego wyjazdu wszystko potoczyło się lawinowo. Pierwsza audycja radiowa, w której byłam gościem. Wcześniej niewyobrażalne, a jednak – coś mówiłam, i to do mikrofonu, ze świadomością audytorium słuchaczy po drugiej stronie radioodbiornika. Nauka obsługi programów graficznych. Z pomocą tutoriali znalezionych w sieci, a także metodą prób i błędów uczyłam się tworzenia najprostszych plakatów i grafik. Taka była w tamtym momencie potrzeba, a ja pomyślałam, że z moim zamiłowaniem do rysowania powinnam na nią odpowiedzieć najlepiej, jak będę umieć. Z czasem pojawiła się idea niedziel z ŚDM. Miałam na nich pomagać w rozprowadzaniu gadżetów-cegiełek. Wyszło nieco inaczej – dzieliłam się świadectwem, takim jak dziś z wami. Nieśmiała ja, mówiąca z ambony do kościoła pełnego ludzi i to na kilku mszach w ciągu dnia. Gdyby ktoś przed 2013 rokiem opowiedział mi o takim pomyśle, z uśmiechem (albo i bez) popukałabym się w czoło. Pan Bóg miał plan i gdy tylko z Nim współpracowałam lub chociaż nie stawiałam za wszelką cenę oporu, realizował Go w moim życiu. Kolejne dwa lata to przepiękny czas mojej posługi w Centrum ŚDM Diecezji Warszawsko-Praskiej, poznawania nowych ludzi, uczenia się nowych rzeczy, przełamywania barier. Choć czasem odbywało się to metodą rzutu na głęboką wodę, to zawsze obok byli ci, którzy uczyli mnie, że w tym skoku nie jestem sama. Są oni – z ludzkimi podpowiedziami i motywacją, ale przede wszystkim jest On, zawsze czule trzymający moją dłoń, gdy nogi uginały się ze stresu. Radujący się każdym moim małym kroczkiem. Niby to tylko dwa lata, a w moim życiu jakby lata świetlne. 

    Przyszedł czas dni w diecezji – intensywny, ale piękny, a po nim Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Jechałam tam z grupką znajomych i bratem. Czułam, że spełniają się moje marzenia, ale bałam się też powrotu do „codziennej rutyny". Trzy lata przygotowań do ŚDM zmieniły mnie i moje życie. Zastanawiałam się, co będzie dalej. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że to były moje ludzkie obawy i lęki. Zupełnie niepotrzebne, bo Pan Bóg jest niezmierzony w swej dobroci i hojności, i pamięta o każdym swoim dziecku. Rozpoczęłam pracę w radiu, rok później w Krajowym Biurze Organizacyjnym ŚDM. Dostałam szansę uczestniczenia w marcowym spotkaniu pre-synodalnym w Rzymie jako delegatka z Polski. Nawiązałam znajomości z rówieśnikami z całej Polski i odkryłam, jak piękny może być Kościół. Jak piękni są ludzie, dla których świętość jest celem życia. 

    Pan Bóg wielokrotnie pukał do mojego serca, tylko ja bardzo mocno trzymałam drzwi. W 2013 roku znalazł szczelinę i rozpoczął coś zupełnie nowego. Postawił w moim życiu ludzi, którzy pomogli mi rozwinąć talenty skryte głęboko pod zasłoną strachu. Pokazali mi Pana Boga. Powoli, krok po kroku. Obserwowanie ich relacji z Nim, ich życia, radości, ale i trudności, z którymi się mierzą, i to, gdzie w tych momentach ich życia jest Pan Bóg, pomogło mi zbudować moją własną drogę do Niego. I choć lęk czasem (a w sumie przy każdym nowym wyzwaniu) się pojawia, to dziś już wiem, że jest Ktoś, kto chce w niego wejść. Wiem, że nie jestem sama. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Upadam, ale nie tkwię w tym dole, podnoszę się z Nim. Stale uczę się ufać, bo jestem pewna, że z Chrystusem jest to najlepsza (choć nie zawsze najłatwiejsza) z dróg. I taką refleksję chciałabym pozostawić każdej osobie, która czyta ten tekst – choć czasem jest to bardzo trudne, bo każdy z nas ma swoją drogę naznaczoną indywidualnymi doświadczeniami i relacjami, to warto dać szansę na to, by Pan Bóg mógł wejść przez malutką szczelinę do naszego serca. Ja przez długi czas szukałam, czułam się zagubiona, ale nie dawałam szansy na odnalezienie mnie. Bardzo lubię zdanie, które kiedyś przeczytałam w sieci: „Modlić się, to pójść na spacer z Bogiem po to, by uzgodnić wspólne marzenia". Nie zawsze to, czego chcemy lub szukamy w danym momencie życia jest dla nas dobre, choć wydaje nam się jednym słusznym planem. Pan Bóg naprawdę wie, co nosimy w głębi siebie, chce naszego szczęścia i daje nam je – tylko wtedy, gdy jest ono dla nas rzeczywiście w największym i najowocniejszym wymiarze. Trzeba tylko zaufać. 

    Nie jest ważne, czy uczestniczyłeś w ŚDM w Krakowie lub czy będziesz mógł jechać na ŚDM do Panamy. To wydarzenie piękne i ubogacające, podsumowujące pewien etap duszpasterski, ale niekończące drogi. To takie kamienie milowe na naszej drodze duchowego rozwoju, który trwa cały czas. Ojciec Święty daje nam młodym orędzia, które są naszymi drogowskazami na dany rok przygotowań. W wymiarze diecezjalnym, co roku odbywają się w Niedzielę Palmową spotkania młodych z biskupem miejsca. W twojej parafii, dekanacie, diecezji na pewno działa wiele wspólnot. Poszukaj, otwórz serce, a Pan Bóg pokieruje cię najlepszą z dróg.


    Karolina Błażejczyk

    Opublikowano w listopadowym "Wzrastaniu".

    https://gotow.pl/szukaj?controller=search&orderby=position&orderway=desc&poscats=&search_query=Wzrastanie+-+listopad+2018&submit_search=Szukaj

    Oceń ten wpis:
    Radość. III Niedziela Adwentu
    Bezdomni bez miłości
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    środa, 22, maj 2019
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.