Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Kościół żywy

    people-2604831

     I poco ty 'latasz' do tego kościoła?!

    Jako, że przynależność do Kościoła Katolickiego jest ważnym elementem mojego codziennego życia, znajomi czasem pytają, czy problemy tej wspólnoty1 nie zniechęcają mnie do aktywnego życia religijnego. Dla dobra samej siebie, staram się nie unikać trudnych kwestii. Im bardziej myślę, częściej się zastanawiam, nawet nad tym co mniej przyjemne, tym bardziej świadomie przynależę do Kościoła.

    Oczywiście, że bywam zniechęcona! Czasem wręcz denerwują mnie obserwowane postawy, wydarzenia. Z wieloma sprawami się nie godzę, dyskutuję i wypowiadam swoje zdanie. Jednak ciągle, ja również jestem częścią tego Kościoła: z ludzkiej niedoskonałości słabego, ale świętego w Bogu. Wielokrotnie, podczas kazań, słuchając o polityce, zamiast o Bogu, miałam ochotę wyjść i nigdy tam nie wrócić. Nie raz zostałam przez kogoś potraktowana niesprawiedliwie i czułam żal. Będę tego doświadczała dopóki żyję na tym świecie, zarówno od ludzi wierzących jak i deklarujących się jako niewierzący. Ja jestem taka sama, jestem częścią tego świętego i grzesznego Kościoła. Mnie także zdarza się mówić głupio i ranić bliźnich.


    Tylko w Kościele Katolickim mogę fizycznie dotknąć Jezusa!

    Gdy zmieniłam miejsce zamieszkania i znalazłam się w dużym mieście, postanowiłam poznać inne wspólnoty chrześcijańskie i być może wybrać miejsce, w którym poczuję się lepiej, będzie milej, mniej formalnie itp. Pragnęłam realnej wspólnoty ludzi „z krwi i kości". Miałam dosyć sztucznych struktur. Odwiedzając kościoły protestanckie, spotykałam się głównie z otwartością, za co jestem wdzięczna tym ludziom przepełnionym Bożą miłością i radością. Z jednego, podstawowego powodu, w żadnym nie pozostałam 'na stałe'. Nigdzie, poza Kościołem Katolickim2, nie mogłam dotknąć Jezusa w Eucharystii. Fizyczne, namacalne zjednoczenie z żywym Bogiem, wpatrywanie się na ziemi w największą Świętość, zupełnie przyćmiewa wiele uchybień, które nie znikają, w stosunku do których nadal się buntuję. Jednak ze względu na ten największy przywilej realnej obecności Najświętszego Ciała w moim słabym sercu, którym Jezus nie gardzi, ale pozwala się w nim zamknąć, podejmuję ciągle trud bycia w drodze razem z innymi ludźmi, ich pięknem, zaletami i wadami.


    Powrót do Domu

    Bóg nie pozostawił mnie w poszukiwaniu miejsca duchowego rozwoju. Decyzję pozostania w Kościele Katolickim przypieczętował błogosławieństwem. Przez pięć lat studiów nie byłam związana z żadną parafią na terenie Białegostoku. Gdy zdecydowałam się powrócić do życia sakramentalnego i trafiłam do spowiedzi, jeszcze nie wiedziałam, że w tej, ukrytej między blokami świątyni odkryję piękno i prawdę o Kościele. Po kilku miesiącach bywałam tam coraz częściej, nawet w dni powszednie. Stonowany wystrój i wielki krzyż z ikoną Chrystusa służyły koncentracji. Codziennie mogłam posłuchać kazania i podziwiać liturgię 'dopiętą na ostatni guzik'. Czymś nowym była dla mnie chwila ciszy po homilii i dziękczynienie Eucharystyczne. Nikt się nie śpieszył, nie gonił... Zazdrościłam tym ludziom, czynnie uczestniczącym w liturgii. Czytania, modlitwę wiernych, psalmy wykonywali zawsze świeccy. Widoczne było ich wszechstronne zaangażowanie w życie parafialne. Z moich obserwacji wynikało, że traktują to miejsce jako swoje. Też tak chciałam, a nawet nie mieszkałam w pobliżu opisywanej parafii.

    Pewnego dnia, wchodząc do kościoła, spotkałam księdza proboszcza, z którym nigdy wcześniej nie rozmawiałam. Powitałam go tak, jak byłam uczona mówić do kapłana: Szczęść Boże! Na co ksiądz proboszcz odpowiedział: Szczęść Boże Aniu! … Skąd zna moje imię? Moja obecność nie jest obojętna, nie jestem anonimowa!


    Nienazwane nie istnieje. Bóg wzywa po imieniu!

    Dopóki czegoś lub kogoś nie nie nazwiemy, trudno by istniało w świadomości. Bóg wzywa po imieniu! Adam nazywał stworzone uprzednio przez Boga otoczenie, by zaistniało dla niego. Zostałam nazwana po imieniu i poczułam się częścią wspólnoty wierzących.

    Kościół stawał się jak dom. Zaczął być również moim miejscem, azylem. Życzliwość i otwartość na mnie taką, jaka jestem stała się gruntem mojego duchowego wzrostu. Nadal przyglądałam się niesamowitemu zjawisku tworzenia parafii przez samych parafian, wychodzenia kapłanów, a szczególnie księdza proboszcza, do ludzi, a raczej kroczenia z ludźmi: nie poganiania z 'badem' zakazów i nakazów, ale przewodzenia, wspierania...


    Łaska buduje na naturze.

    Po pewnym czasie, jeden z księży zaproponował mi funkcję lektora. Nie byłam jeszcze gotowa. Nie wyobrażałam siebie w tej 'roli'. Nie radziłam sobie ze stresem w publicznych 'wystąpieniach'. Minęło kilka lat i łaska zbudowała na mojej naturze. Chcąc przełamać słabość zgłosiłam się na kurs lektorski. Otrzymałam piękna opinię księdza proboszcza i zdarza mi czasem stanąć przed tłumem, ale najważniejsze, że przed Bogiem! Obecnie, nie wiem jeszcze na jak długo, mieszkam w granicach terenu Parafii Błogosławionej Bolesławy Lament w Białymstoku. Obojętnie, gdzie zaprowadzi mnie życie, część mojego serca na zawsze pozostanie tam, gdzie nauczyłam się, że: Kościół to nie tylko dom z kamieni i złota! Kościół żywy i prawdziwy to jest serc wspólnota3.



    1Szczególnie problemy nagłaśniane w mediach

    2 Nie wliczam tu Kościoła Prawosławnego

    3 Słowa pieśni religijnej

    Oceń ten wpis:
    uTALENTowana
    ,,Podziwiam, że Tobie jeszcze się chce"
     

    Komentarze 1

    Aneta Kaczmarek w niedziela, 22, kwiecień 2018 19:30

    Piękne świadectwo! Porusza mnie to bardzo, bo sama doświadczyłam podobnych rzeczy. Także nie mogłam znaleźć swojego miejsca w Kościele, nie czułam się w ogóle jego częścią. Dzisiaj to sam Bóg jest tym, dla którego trwam we wspólnocie Kościoła. Pomimo jego niedoskonałości i słabości - jest taki piękny, bo ludzie, którzy go tworzą są napełnieni Bogiem! Obecność Boża w każdej świątyni na Eucharystii jest tak łaskawym zaproszeniem samego Stwórcy, które nie może być odrzucone. A jednak bardzo często nie tylko odrzucamy Boga, ale ignorujemy, przechodzimy obojętnie obok Jego delikatnej miłości.

    Piękne świadectwo! Porusza mnie to bardzo, bo sama doświadczyłam podobnych rzeczy. Także nie mogłam znaleźć swojego miejsca w Kościele, nie czułam się w ogóle jego częścią. Dzisiaj to sam Bóg jest tym, dla którego trwam we wspólnocie Kościoła. Pomimo jego niedoskonałości i słabości - jest taki piękny, bo ludzie, którzy go tworzą są napełnieni Bogiem! Obecność Boża w każdej świątyni na Eucharystii jest tak łaskawym zaproszeniem samego Stwórcy, które nie może być odrzucone. A jednak bardzo często nie tylko odrzucamy Boga, ale ignorujemy, przechodzimy obojętnie obok Jego delikatnej miłości.
    Already Registered? Login Here
    Gość
    wtorek, 22, maj 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.