Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Moja droga z Chrystusem w Internecie

    cup-of-coffee-1280537

    Nie jest łatwo być autentycznym człowiekiem w Internecie. Wszystkich nas dopada czasem pokusa, by coś ukryć albo coś „ufajnić", ukazać w bardziej atrakcyjnym świetle niż jest w rzeczywistości. W dobie social mediów, a szczególnie wydaje mi się, że Instagrama, ta pokusa może być wyjątkowo duża. Jak się przed nią ustrzec?

    Sposobów może być kilka. Wydaje mi się jednak, że fundamentem wszystkiego musi być moja decyzja - nie chcę niczego ubarwiać, nie chcę niczego udawać, chcę pokazać siebie i otaczającą mnie rzeczywistość taką jaką jest. Ta decyzja będzie niejednokrotnie weryfikowana przez różne czynniki, ale jeśli została podjęta z pełną świadomością będziemy potrafili poradzić sobie z pokusami.

    Sam kiedyś podjąłem taką decyzję. Postanowiłem, że nie będę pisał i mówił o tym, czego sam nie przeżyłem, do czego nie jestem upoważniony itp. Nie było łatwo. Nie raz i nie dwa miałem przeogromną ochotę skłamać, pokazać jakąś nieprawdę czy wyimek większej całości mówiący coś kompletnie przeciwnego do tego, co było w rzeczywistości. Podłożem tych pragnień zwykle była zazdrość. Uświadomiłem to sobie po jakimś czasie. Obserwując profile swoich znajomych czy innych w jakichś sposób ważnych dla mnie osób, chciałem przeżyć, czuć to co oni. Dążyłem do tego, by w pewien sposób choć przez moment żyć ich życiem. Jeść to co oni, być tam gdzie oni, czytać to co oni. Nie zważając na to, czy ja tego naprawdę chcę.

    Zajęło mi trochę czasu uświadomienie sobie tego, że to nie jest moje życie. Że w tym wszystkim jest okropnie mało mnie. Musiałem po raz kolejny zweryfikować swoje postanowienie. Nie chciałem dłużej udawać kogoś, kim nie jestem. To na dłuższą metę jest strasznie męczące.

    Czy łatwo być świadkiem Chrystusa w Internecie? Moje doświadczenie mówi, że tak, łatwo. Bardzo łatwo się pisze o Bogu, bardzo łatwo jest nagrywać filmy mówiące o wierze. Schody zaczynają się wtedy, gdy to, co się tak łatwo mówi i pisze przychodzi zweryfikować z człowiekiem o odmiennych poglądach. Gdy ktoś ze znajomych ze studiów czy pracy mówi, że nie zgadza się z tym, co opublikowałem. I opowiada swoją historię, w której może się wydawać, że Boga nie ma. W takich sytuacjach dopiero okazuje się, czy to co tworzę jest tym, co jest we mnie czy tylko powtarzam cudze frazesy.

    Ja osobiście nigdy nie miałem problemu, by pisać wprost o Bogu. W Internecie jestem mniej lub bardziej aktywny jakieś 10 lat. Nigdy nie ukrywałem tego, że wiara jest dla mnie czymś ważnym. Duża w tym zasługa formacji, którą odbyłem w Ruchu Światło-Życie. Nigdy nie przestanę powtarzać, że 8 lat w oazie ukształtowały mnie na późniejsze lata. Tam zawsze ładowałem swoje duchowe akumulatory i rozwijałem dziennikarskie zainteresowania. To oazie zawdzięczam poznanie Boga, pragnienie bycia z Nim w bliskiej relacji. To oaza pokazała mi, że bez Boga ciężko osiągnąć szczęście. Mogę mieć karierę, sławę, pieniądze, ale bez Niego to wszystko będzie puste.

    Nigdy nie doświadczyłem jakichś ataków czy trudności ze względu na to, że nie ukrywam swojej wiary. Co nie znaczy, że w mojej blogowo-dziennikarskiej działalności nie pojawiały się kryzysy. Po jednym z nich postanowiłem wybrać sobie jakiegoś patrona swojej internetowej „kariery". Mój wybór padł na niekanonizowanego jeszcze przez Kościół Sługę Bożego arcybiskupa Fultona J. Sheena. To człowiek, który świetnie odnajdywał się w świecie mediów. Prowadził radiowe audycje i programy telewizyjne, których odbiorcami były miliony (nie przesadzam) Amerykanów. Kapitalnie wyczuwał klimat mediów, świetnie się czuł przed kamerami. Jestem przekonany, że gdyby żył w dzisiejszych czasach miałby vloga o co najmniej równej liczbie subskrybentów co o. Adam Szustak OP.

    W chwilach kryzysów zwracałem i zwracam się więc do abpa Fultona. Obrazek z jego podobizną wisi na moim biurku centralnie nad laptopem. Niejednokrotnie już realnie odczułem jego pomoc.

    Taka jest w dużym skrócie moja historia. Nie jest to w żadnym wypadku droga prosta, bez żadnych zakrętów. Kilka razy zdarzyło mi się wypaść z trasy. Bóg jednak zawsze brał mnie za rękę i sprowadzał na właściwą drogę. Z mojej strony wymagał tylko jednego - zaufania, że On jest. Uczę się tego cały czas. 

    Oceń ten wpis:
    Moje plany vs. wola Boża
    Krzyż w życiu
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    piątek, 16, listopad 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.