Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Moja przygoda z Pismem Świętym

    people-2596890

    Z Pismem Świętym przez wiele lat miałem problem. Zresztą, mam go trochę jeszcze dziś. Długo nie potrafiłem zobaczyć w Biblii czegoś więcej niż tylko zbioru ładnych cytatów czy historii Izreala, życia Jezusa i narodzin Kościoła. Pismo Święte było dla mnie raczej jedną z wielu książek niż listem od Boga. Modlitwa Pismem przychodziła mi z największym trudem. Próbowałem wielu technik - od oazowego namiotu spotkania, przez lectio divina po losowanie krótkiego fragmentu i przypominanie Go sobie w ciągu dnia. Wszystko na nic, nic nie pomagało, każda z tych form była dla mnie niewyobrażalnym wysiłkiem. Okazało się jednak, że Słowo musiało mnie po prostu dopaść.

    Pierwszy raz dopadło mnie w dniu moich osiemnastych urodzin. Wypadały one w Boże Ciało, więc była to dla mnie nie lada uroczystość. Pamiętam, że rano, przed wyjściem z pokoju, zanim pokazałem się jako dorosły człowiek rodzicom, sięgnąłem po Pismo Święte. Pomodliłem się chwilę, dziękując Bogu za te 18 lat życia i prosząc Go o jakieś słowo, jakieś zdanie, jakiś drogowskaz, którym mógłbym się kierować w swoim życiu. Powyjmowałem z Biblii wszystkie kartki, zakładki itp. i otworzyłem Ją na chybił-trafił. Okazało się bardziej „trafił" niż „chybił". Mój wzrok spoczął na 1 Liście św. Pawła do Koryntian, rozdział 6, wers 12: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę." Trafiło mnie to prosto w serce. I chodzi za mną to zdanie do dziś. Powrót do tej chwili z dnia moich osiemnastych urodzin już kilkukrotnie był dla mnie umocnieniem.

    Potem moja relacja z Pismem Świętym zeszła na dalszy plan. Przyszły studia, przyszły sesje, egzaminy, inne rzeczy, jakieś problemy mniejsze i większe i zaczęły zajmować moją głowę i serce. Modliłem się na różańcu, modliłem się koronką do Bożego miłosierdzia, modliłem się modlitwą Jezusową, chodziłem na adoracje, na Msze święte, ale po Biblię sięgałem niezmiernie rzadko. Mimo tego, że zawsze miałem ją na wyciągnięcie ręki, nigdy nie schowałem jej do szuflady, nie odłożyłem na półkę. Zawsze była na stoliku koło łóżka, razem z różańcem. Sięgałem po nią jednak niemalże wyłącznie gdy wymagała tego sytuacja, np. gdy podczas spowiedzi jako pokutę dostałem modlitwę jakimś fragmentem Pisma.

    Ten stan trwał dopóki nie postanowiłem zawziąć się w sobie i przeczytać Pismo Święte od deski do deski. Znalazłem plan, który pozwalał Ją przeczytać w rok i wziąłem się do roboty. I wiecie, to nie było jakieś wzniosłe, duchowe czytanie. To przez większość czasu nie była nawet modlitwa. Po prostu chciałem w końcu poznać Słowo Boże. Mieć z Nim jakiś częstszy kontakt niż wyłącznie podczas Mszy świętej. Przez ten czas często czytałem Pismo jak kolejną książkę, mimo tego, że gdzieś w sercu miałem taką świadomość, że kurczę, to przecież PISMO ŚWIĘTE. Zastanawiałem się, czy w ogóle wypada Je czytać w ten sposób. I dziś wiem jedno - wypada. Jakikolwiek kontakt z Pismem Świętym jest zawsze lepszy niż jego brak.

    Chciałbym wam teraz móc napisać, że odkąd przeczytałem całe Pismo Święte moje życie zmieniło się o 180 stopni. Gdybym jednak tak napisał to bym was po prostu okłamał. Moja relacja z Pismem jest cały czas "szarpana". Sięgam jednak po Nie już znacznie częściej niż kiedyś. Więcej rzeczy w Nim dostrzegam, więcej siły z Niego czerpię.

    Na zakończenie Tygodnia Biblijnego chciałbym zwrócić się do tych z was, których przygoda z Pismem Świętym wygląda podobnie do mojej. Którzy słyszą bardzo często, że codzienna lektura Biblii jest podstawą naszej wiary, ale nie potrafią się kompletnie w tej rzeczywistości odnaleźć i czują się przez to gorsi. Do tych z was mówię: uwierzcie, że takich ludzi jest więcej. Nie jesteście sami. Dajcie sobie i Bogu czas. Sięgajcie po Pismo Święte w dogodny dla siebie sposób. Szukajcie swojego sposobu modlitwy Słowem Bożym. Tu nie ma lepszych i gorszych form. Powtórzę to, co już napisałem - każdy kontakt ze Słowem Bożym jest lepszy niż jego brak. Nie zrażajcie się zniechęceniem i znudzeniem. Miejcie Pismo Święte zawsze na wyciągnięcie ręki. Ono będzie w was działało, uwierzcie w to. 

    Oceń ten wpis:
    Patrzymy sercem! - kilka słów o pracy z niepełnosp...
    uTALENTowana
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    wtorek, 22, maj 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.