Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Moje ŚDM

    wz

    Kieruje się w życiu mottem, że „najgor­sze uczucie to uczucie zmarnowanej szansy". Kiedy ogłoszono, że kolejne Światowe Dni Młodzieży odbędą się w moim mieście, byłam wtedy w Ła­giewnikach na „Rio w Krakowie", gdzie śpiewałam w scholi. Wiedziałam, że nie mogę zmarnować szansy, jaka została mi dana i już wtedy chciałam się jak najmocniej zaangażować.

    Rok później (2014) poszłam na Pieszą Krakowską Pielgrzymkę na Jasną Górę z grupą akademicko-ŚDMową. Tam po­znałam wiele osób, z którymi później miałam okazję współpracować w Komi­tecie przy ul. Kanoniczej. W ciągu roku odbywały się cotygodniowe środowe spotkania dla wolontariuszy, w których bardzo chętnie brałam udział. To wła­śnie wtedy zaczęły się dla mnie praw­dziwe Światowe Dni Młodzieży. Wia­domo, że z czasem zapał do pewnych rzeczy gaśnie w ludziach, ale w moim przypadku tak nie było. Wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu i czasie, czułam, ze mam jakąś misję do speł­nienia w tym wielkim Bożym dziele. W czerwcu 2015r., po maturach, dosta­łam propozycję, by jechać z przedsta­wicielami Komitetu Organizacyjnego do Turynu na spotkanie młodzieży „Turin For Young", na których był obec­ny również papież Franciszek. Były to też ostatnie dni wystawienia Całuny Turyńskiego. Przez ten wyjazd uświa­domiłam sobie jeszcze bardziej, że lu­dzie, z którymi mam okazję spotykać się w biurze, to nie są tylko znajomi, czy przyjaciele – to jest moja rodzina, na którą zawsze mogę liczyć, która mnie wspiera na każdym kroku. Zaczęły się (praktycznie cotygodniowe) wyjazdy do różnych parafii, szkół, wspólnot. Jako Młodzi Ambasadorowie ŚDM, zaszcze­pialiśmy w ludziach miłość do tego dzieła. Praktycznie zawsze spotykałam się z ciepłym odbiorem. Gdy udziela­łam wywiadów o wolontariacie ŚDM, ludzie w miejscach publicznych zacze­piali mnie i pytali, czy przypadkiem nie wypowiadałam się w TV. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie, ale i wielka radość z tego, że mogłam przez środki przekazu pobudzić czyjeś serca do włą­czenia się w to wielkie święto młodych.

    Moim zadaniem w Komitecie była re­jestracja wolontariuszy z Polski, odbie­ranie telefonów, odpisywanie na maile, rozwiewanie wątpliwości dotyczących rejestracji wolontariuszy. Nie była to łatwa praca, często dość nerwowa, ale z takimi ludźmi, jakich miałam wkoło, czas bardzo szybko płynął. Były już takie momenty – głównie na kilka ty­godni przed samymi wydarzeniami – gdzie swój prywaty telefon odbierałam z formułką: „Dzień dobry, Sekcja Wo­lontariatu Światowych Dni Młodzieży, przy telefonie Gabriela Flaszczyńska, w czym mogę pomóc?". Wiele osób, która są aktywne w życiu Kościoła, ale nie tak bardzo zaangażowane w ŚDM, miało do mnie pretensje, że zwariowa­łam na tym punkcie, że mówię tylko o tym, że wszędzie mnie pełno, że „jak będę stać obok papieża Franciszka, to ludzie się będą pytać, kto to jest ten pan w białym, obok mnie?". Właśnie wtedy, trochę paradoksalnie, czułam, że robię coś dobrego, że to wszystko ma głębszy sens.

    Podczas samych wydarzeń centralnych moim zadaniem było czuwanie przy systemie rejestracyjnym wolontariuszy i udzielanie różnych potrzebnych infor­macji służbom bezpieczeństwa, a także odpowiadanie na e-maile, czy odbiera­nie telefonów. Największym zaskocze­niem dla mnie była wiadomość, że wraz z jeszcze kilkoma osobami będę niosła Ewangeliarz podczas ceremonii powi­tania Ojca Świętego na Błoniach. Był to jeden z najważniejszych momentów w moim życiu – móc zobaczyć te tłumy młodych ludzi, którzy są dumni z tego, że wierzą, spojrzeć w skupione, ale zarazem bardzo szczęśliwe oczy Pa­pieża Franciszka, ale także w oczy sa­mego Jezusa Miłosiernego, który nie tylko był częścią sceanografii – On był w ścisłym centrum wszystkich wy­darzeń. Podczas spotkania Papieża z wolontariuszami na Tauron Arenie miałam możliwość siedzenia na sce­nie, czyli znowu byłam bardzo blisko Następcy św. Piotra. Podczas całego spotkania miałam łzy w oczach, a kie­dy papież już udał się na lotnisko i chór zaczął grać „Błogosławieni Miłosierni" rozpłakałam się na dobre. Były to łzy szczęścia, że wszystko się udało, że z Bożą pomocą dokonaliśmy niemoż­liwego, ale były to też łzy strachu – ba­łam się, że każdy z Komitetu pójdzie w swoją stronę, że wszystkie relacje, które stworzyliśmy, gdzieś się zatracą, że nie będziemy już tworzyć tej wielkiej ŚDM-owej rodziny. Na szczęście się my­liłam.

    „ŚDM to dopiero początek", to prawda. Światowe Dni Młodzieży nas zjedno­czyły, sprawiły, że ludzie z różnych śro­dowisk, z różnych miast, ludzie, którzy na pozór nigdy nie powinni się spotkać, spotkali się i dalej sieją dobro, gdzie się tylko da. Dalej tworzą wielką „Górę Do­bra", która ma na celu pokazać, że każdy z nas jest powołany do rzeczy wielkich.

    Podczas przygotowań do ŚDM, samych wydarzeń centralnych oraz już po ŚDM doświadczyłam i dalej doświadczam wielu cudów, które spisane utworzyłyby pewnie kilkutomową książkę. Mogłaby nosić tytuł „o szansie, której młodzi lu­dzie nie zmarnowali.


    Gabriela Flaszczyńska

    uczestniczka Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

    Tekst ukazał się w styczniowym numerze czasopisma Wzrastanie.

    Oceń ten wpis:
    Władza i moc
    Apostoł w dresach

    Related Posts

     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    piątek, 19, październik 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.