Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Pani z przedszkola

    b2ap3_large_8

    ​"W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?»  On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł:  «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.  Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.  I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje." Mt 18, 1-5


    Już w gimnazjum wiedziałam, że chcę pracować z dziećmi. Fascynowała mnie ich niewinność, bezpośredniość, uczciwość i radość z drobnych rzeczy. Dążyłam do tego, żeby zostać pedagogiem i spełniłam to marzenie, ale pracując w przedszkolu coraz wyraźniej dostrzegam, jak daleko jest mojemu sercu do postawy dziecka. Kończąc studia myślałam, że to ja będę pokazywać dzieciom świat, że ja będę je uczyć i wychowywać, ale to nie jest tak...
    Moje przedszkolaki mnie zawstydzają, bo uświadomiły mi jak wiele "masek" ubrałam, aby jakoś w tym życiu dorosłym sobie poradzić i na modlitwie sytuacja się powtarza. 

    Będąc sportowcem musiałam udowadniać wszystkim i sobie swoją siłę i niezniszczalność. Nie pozwalałam sobie na łzy, bo były one dla mnie synonimem słabości i porażki. Kiedy doznałam kontuzji już tydzień później chciałam być na treningu, grać i udowadniać, że dam radę, ale nie dałam... Znacie te slogany: "Nigdy się nie poddawaj", "Masz to na co się odważysz", "Sen jest dla słabych" i ja w to wierzyłam... Wierzyłam w to, że jak będę dawała z siebie wszystko to mogę osiągnąć wszystko i dopiero operacja pokazała mi jak wielkie jest to kłamstwo. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć i nie wszystko jesteśmy w stanie osiągnąć. Żyłam w amoku. Rytm mojego życia wyznaczały medale i puchary- od sukcesu do sukcesu. Uprawianie sportu niesie ze sobą wspaniałe wartości: dyscyplinę, upór, dążenie do celów, współpracę w zespole, posłuszeństwo trenerom, wytrwałość, obowiązkowość, ale sport zawodowy ma tendencję do tego, żeby zmienić się w "gladiatorstwo" i wtedy idziesz do celu nie patrząc na nic i nie przejmujesz się tym, że coś z twoim sercem, relacjami i duszą jest nie tak... Masz tylko grać, strzelać, być skutecznym zawodnikiem i nigdy nie dopuścić do tego, żeby usiąść na ławce rezerwowych, bo to kompromitacja.

    Teraz kiedy gram z kilkuletnimi dziećmi, czerpię z tego satysfakcję. Widzę jak gra w piłkę jest dla nich zabawą, dokładnie taką samą jak berek czy zabawa na huśtawkach. Dla nich nie liczy się wynik, liczy się gra. Chciałabym przytoczyć wam dwie sytuacje z moimi przedszkolakami w roli głównej, aby lepiej pokazać jak dzieci przemieniają moje serce.

    " Pani! Pani!" - tak najczęściej zwracają się do mnie moje maluchy. Czasami przypomina mi to bazar, na którym można usłyszeć: 

    -Pani! Po ile te pomidory?
    Nie obrażam się, bo tak naprawdę bardzo to lubię, tak jak nadawanie dzieciom pseudonimów. Moje przedszkole różni się od tych "tradycyjnych", ponieważ każde dziecko jest traktowane trochę jak mały dorosły, a to znaczy, że ja i on jesteśmy sobie równi. Czasami jest to trudne, bo problemy czterolatka są bardzo odległe od moich... np. pewnego dnia "moja mała blondyneczka" płacze, więc podchodzę i pytam...:
    - Dlaczego płaczesz? Co się stało?
    - Bo dziś jest mój najgorszy dzień na świecie! - Mówi chowając twarz w dłoniach
    - A dlaczego?
    - Bo na podwieczorek jest galaretka.
    No i powiedzcie sami... jak żyć? :-) Takich sytuacji każdego dnia są setki... Musisz być poważny, bo problem dziecka jest realny,va z drugiej strony walczysz, żeby się nie śmiać. Innym razem idę do pracy z głową zawaloną pytaniami:
    Jak to zrobić, żeby po pracy zdążyć tu i tam? Ciekawe czy dzisiaj będą grzeczni? (Łapię się na tym, że "grzeczność" to tylko moje pobożne życzenie i ,że małe dziecko wcale nie ma obowiązku być grzecznym), Jak poprowadzić zajęcia, żeby byli zaciekawieni i zadowoleni?
    Otwieram furtkę, potem jedne i drugie drzwi i wchodzę do świetlicy. W drugim kącie sali dostrzegam uśmiech mojego "Number 1". Patrzy mi w oczy przez góra 2 sekundy i biegnie w moją stronę. Kucam, żeby wygodniej mi było go podnieść, gdy trzymam go już w swoich ramionach zagaduję jak do starego kumpla:
    - Cześć! Jak się czujesz?
    - Dobze Pani! A namalujes mi dzisiaj pociąg? 
    Stoję jeszcze w kurtce, butach, z czapką na głowie i plecakiem na plecach, ale uśmiecham się...
    - Namaluję. Przynieś mi kredki. 
    Czy mogłabym postąpić inaczej..? 

    "Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?" Łk 1, 5-13
    A więc witam Was w moim świecie- świecie Pani z przedszkola
    Każdego dnia uczę się być dzieckiem wobec Boga. Uczę się ściągać maski i stawać przed Nim w pełnej autentyczności i prawdzie. Nie chcę mówić, że jest dobrze, kiedy jest mi źle i traktować modlitwy jako jeden z punktów programu dnia. Chcę być dzieckiem wobec Boga, bo On pragnie być dla mnie Ojcem, a nie kimś bardzo odległym sporządzającym raporty z moich grzechów i upadków.

    Oceń ten wpis:
    Św. Izydor – patron Internetu i internautów
    Młodzi na Synod #18sekund
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    czwartek, 18, październik 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.