Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    ŚDM love story

    wzrastnie2

    Historii miłosnych ze Światowymi Dniami Młodzieży w tle pojawiało się wiele. On – pielgrzym z dalekiego kraju, ona – przedstawicielka kraju – gospodarza (role mogą być odwrócone). Poznali się podczas ŚDM, pięknie rozwijali znajomość i teraz wspólnie kroczą drogą ku świętości. Pewnie widząc tytuł, również pomyślałeś, drogi Czytelniku, że to kolejna tego typu opowieść. Nie zawsze jednak od razu dostajemy to, o co prosimy. Pan Bóg obdarowuje nas w najlepszym i najwłaściwszym momencie, i choć nie zawsze (a najczęściej prawie nigdy) ten plan jest dla nas od razu jasny, to gdy przyjdzie już ten moment, wiemy, że warto było być cierpliwym. Monika & Paweł Mirończukowie – oto historia jednej miłości, ale pisana na dwie pary oczu, czyli z perspektywy jej i jego! 


    Jego oczami 

    Mieszkam w dzielnicy Kurdwanów w Krakowie. 25 lipca 2016 roku, wracając z pracy, z ciekawością patrzyłem na pierwsze, wypełnione młodymi radosnymi ludźmi, autokary przyjeżdzające z Włoch. Od razu przypomniały mi się ŚDM w Rzymie, w których także uczestniczyłem. Tutaj jednak nabrały one innego wymiaru. Kiedy przemierzałem ulice, serce radowało się na widok tylu ludzi wychwalających Boga. Pełno chorągwi, śpiew, oklaski dla Jezusa, krakowskie Błonia wypełnione po brzegi. Modlitwa, radość i entuzjazm panowały w całej czasoprzestrzeni. Dodatkowym przeżyciem, jakie miało miejsce po ceremonii powitania papieża Franciszka, był moment spotkania Ojca Świętego przejeżdżającego obok mnie papamobile. 

    To uczucie, kiedy papież przez ułamek sekundy patrzył mi prosto w oczy – zostanie zapamiętane na długo. Ogarnął mnie wtedy taki spokój, ciepło i radość w sercu. Pomyślałem, że ci ludzie przemierzyli tyle kilometrów, przelecieli pół świata, by spotkać tutaj Jezusa w wizerunku: Jezu, ufam Tobie! A ja przecież mam Go na miejscu, na wyciągnięcie ręki! Te myśli krążyły w sercu, kiedy patrzyłem w Jego wizerunek na Błoniach. Był widoczny nawet z najdalszych odległości, a to, co najbardziej w Nim zniewalało, to oczy pełne wielkiej miłości i słodyczy. Było w tym coś niesamowitego, coś nie z tego świata. Czuło się, jakby niebo zstąpiło na ziemię. W dodatku promienie po deszczu, które wychodziły z nieba na Błoniach, były świadectwem, że wśród nas jest obecny Ktoś wyjątkowy, Ten jedyny i wyczekiwany Gość: Jezus Chrystus. On właśnie tu chce rozdawać łaski ze źródła swojego miłosierdzia. Dość dużo ludzi wyjechało wtedy z miasta – bo korki, bo tłok na ulicach. 

    Myślę jednak, że ci, którzy zostali, „nauczyli się" nie bać wyzwań, a przede wszystkim doświadczyli modlitwy w tak dużym gronie. Przecież gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich (Mt 18,20), więc jak silna modlitwa musi wychodzić od trzech milionów ludzi zebranych w jednym miejscu. Zapamiętałem też słowa Ojca Świętego o tym, że prawdziwy chrześcijanin powinien zejść z kanapy i założyć buty wyczynowe. Słowa papieża były jak miecz – raniły i leczyły jednocześnie. Były i pozostaną receptą na szczęście człowieka. Głęboko wierzę, że maczał w nich palce Duch Święty. Przez cały czas Światowych Dni Młodzieży towarzyszyła mi modlitwa: Panie Jezu – dopomóż, aby poprzez ten czas, ożywił się duch młodych ludzi, aby nawrócili się niewierzący i mało praktykujący, abym i ja znalazł większą radość. Modliłem się także we własnej intencji, abym odnalazł drogę, jaką Pan mi wyznacza, czy jest to kapłaństwo, czy jednak małżeństwo. O dobrą żonę modliłem się już w liceum, jednak niemalże dokładnie rok od modlitwy na ŚDM spotkałem miłość swego życia – Monię. Wierzę gorąco, że Bóg nie jest obojętny na nasze prośby. On zawsze ich wysłuchuje! Czasami my się od Niego oddalamy, ale On jest w stanie zburzyć największy mur do naszego serca, byleby tylko wlać tam swoją miłość i pokój. Czułem, że moja żarliwa modlitwa została wysłuchana, bo kiedy przebywałem przy Moni, po prostu fruwałem nad ziemią. Były też oczywiście motyle w brzuchu. 

    Jakiś czas po ŚDM uczestniczyłem w rekolekcjach o. Jamesa Manjackala, na których ponownie poczułem, że droga, którą idę, jest właściwa. Ten czas modlitwy zbliżał mnie do Boga. Pomimo trudnych chwil, jakie przeszliśmy już na samym początku miłości – ta nie ustaje, a Najświętsza Mama otacza i chroni nas swym płaszczem. Jej zawierzyliśmy nasze małżeństwo i przed Jej jasnogórskim obrazem, w archikatedrze warszawskiej, ślubowaliśmy razem: miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Czujemy Jej macierzyńską opiekę na co dzień, a Ona, jak to dobra i najlepsza Mama, prowadzi nas bezpiecznie po drodze wiary, u której celu jest niebo. Wierzę, że to Ona nas połączyła. Wtedy też trafiły do mnie słowa Pisma Świętego: Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz (Joz 1,9). A więc zachęta do ufności opiera się na obietnicy pomocy Bożej. Bo jak Pan Bóg coś obiecuje, to zawsze słowa dotrzymuje. Jeśli poprosimy Go o coś przez Mamę, Bóg swojej Matce odmówić nie potrafi. Skoro tyle razy ludzie proszący za Jej pośrednictwem, otrzymali to, o co błagali, to i ja wierzę, że Ona będzie strzec naszego małżeństwa i naszej miłości, która już musiała przejść wiele przeszkód. Minęły dokładnie 102 dni, odkąd jestem najszczęśliwszym mężem na świecie. Tak samo jak małżeństwo, ŚDM trwają w moim sercu po dziś dzień – pokazały mi, jak jeszcze bardziej kochać Boga, oraz że wiarę trzeba odnawiać, aby bardziej zagłębiać się w tajemnicę Chrystusa. Nie wystarczy raz tylko przyjąć łaskę. Często zapominamy o tym, gdy już jesteśmy po spotkaniach typu ŚDM, rekolekcje. Wracamy do starych przyzwyczajeń, gasnąc po pewnym czasie. Odkąd tu mieszkam, nie pamiętam, aby Kraków wcześniej był aż tak żywym miastem. Duch Święty żyje we mnie, a dzięki Niemu mam entuzjazm, którym mogę obdarzać innych, by razem wychwalać Boga. Chcę za to dziękować i służyć teraz, i po wszystkie czasy: „Wznosząc swe oczy ku górom, skąd przyjdzie mi pomoc; pomoc od Pana, wszak Bogiem On miłosiernym jest".


    Jej oczami


    „Pan n a s z y m Pasterzem, nie brak nam niczego". Co to znaczy „niczego"? A jeśli wam zabraknie? Chleba? Dachu nad głową? Wiary w siebie? Oleju w głowie? A macie go w ogóle? Przecież małżeństwo to najcięższy zakon, jaki istnieje. Chapeau bas! A co tak szybko? 33 lata masz. Zegar biologiczny tyka. No tak. A w gazetach aż huczy: co czwarte małżeństwo się rozwodzi. Bardzo czułam na sobie tę „presję czasu". Mimo że nie mogłam uczestniczyć   Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, to śledziłam je w telewizji. Od niechcenia rzuciłam hasło, żeby ten Ktoś, kto siedzi na tym pięknym tronie – Jezus – znalazł mi tego wyczekiwanego męża. Przecież tylu ludzi modli się w różnych intencjach w Krakowie, choć mnie tam nie ma, to może mnie też wysłucha? Wysłuchał po królewsku! Równo rok potem na mojej drodze stanął Paweł. Od razu znaleźliśmy wspólny język. Częste spotkania, wyjścia do kina, kolacje… Zaczęło się bardzo normalnie, a z czasem przyszły wielkie uczucie i wielka miłość. Czułam, że nie jest mi obojętny, zaś ja jemu.
    Zawierzyłam naszą relację Bogu i jednocześnie sama dużo się modliłam. Żeby to było coś trwałego, nie „lelum polelum", szybki flirt i tyle. Mimo trudności, Bóg dawał nam obojgu znaki, że jest z nami w każdej naszej decyzji i działaniu. Zaręczyliśmy się, znaleźliśmy też wspólnotę: Chrystus w Starym Mieście, gdzie adoracja Najświętszego Sakramentu i obecność cudownych ludzi dodały nam ogromnej odwagi i mocy Ducha. Jeździliśmy razem na rekolekcje, z których za każdym razem wracaliśmy bardzo ubogaceni i szczęśliwi. Doszłam do wniosku, że życie z Bogiem, mimo trudności i przykrości, jakich doświadczamy tu, na co dzień, jest piękne. Ale tylko wtedy, gdy oddasz wszystko i we wszystkim starał się będziesz dostrzegać oraz wypełniać Jego wolę jak Maryja. 7 kwietnia tego roku stanęłam w białej sukni w archikatedrze św. Jana w Warszawie, u boku człowieka, którego kocham i z którym chcę spędzić resztę życia. Ślubowaliśmy przed obrazem Maryi Jasnogórskiej, gdyż Ona stała się patronką naszego małżeństwa. 

    Ona, najlepsza z Matek, jest dla mnie wzorem, jak pogodzić obowiązki pracy i rodziny. Od Niej uczę się, co czynić, by nasz dom uczynić domem Boga. Ponad trzy miesiące temu przyszliśmy do domu Bożego. Napełnieni mocą Ducha Świętego wyszliśmy dziarsko do życia. Tak dziarsko, że nawet organista-wirtuoz z ledwością nadążył z rozpoczęciem utworu „na wyjście". To nic. Chwilkę mu daliśmy. Chwilkę, bo czasu szkoda. Bóg z nami, to aż nosi! I to JEDNO nosi. Jedno ciało i jedną duszę. Jak piosenka z „Króla Lwa 2": Ty i ja to jedno! A do czego nas tak nosi? Do niecodziennej codzienności. Każdego dnia uczymy się siebie nawzajem. Dzielimy się radością i troską, a wieczorem, składając ręce do modlitwy, spoglądamy w jedną stronę. W Najwyższego stronę. I dziękujemy za miłość, którą nas obdarza. 

    Nie znamy naszej drogi. Nie wiemy, jak bardzo kręta będzie. A choć przyjdzie nam nie raz za siebie umrzeć, to przecież taka była nasza wola. Muszę kończyć. Czas podać mężowi coś do picia przed jego egzaminem. Odprowadzam go z modlitwą skierowaną do Matuli. Ona przecież też miała męża. Rozumie wszystko, co kiedykolwiek do Niej mówię


    opr. Karolina Błażejczyk

    Tekst pochodzi z wrześniowego numeru "Wzrastania".

    https://gotow.pl/glowna/99-wzrastanie-wrzesien-2018.html

    Oceń ten wpis:
    Dlaczego Stanisław Kostka może być wzorem dla wspó...
    Św. Izydor – patron Internetu i internautów

    Related Posts

     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    wtorek, 13, listopad 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.