Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Wielbi Cię ma dusza!

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Spotkanie z Lwem Judy

    religion-3248866


    Czasami nie jest łatwo pisać o tym, co wydarzyło się 9 lat temu, ale wreszcie nadszedł czas, kiedy wiem, że nie mogę milczeć. Więc głoszę. Jak Bóg wygrał walkę o moje życie.

    To powiedziawszy, wyszedł Jezus z uczniami swoimi za potok Cedron, gdzie był ogród, do którego wszedł wraz z uczniami swoimi". J 18, 1

    Te słowa z Pisma otworzyłem w poniedziałek, a dokładniej 12 marca 2018 roku. Dzień po tym, jak wróciłem z rekolekcji, z miejsca, które jest szczególnie bliskie mojemu sercu. To Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wiedziałem, że ten wyjazd będzie niezapomniany. Nie przypuszczałem jednak, że aż tak, lub raczej jak bardzo. Od momentu, kiedy podjąłem decyzję, że robię rewolucje w swoim życiu, to każdy dzień był jak otwieranie starych ran na nowo...

    Cofnijmy się w czasie. Jest rok 2009. Kończę podstawówkę. Jadę na kolonię ze swojej parafii. Tam, w Tymbarku, pewnego wieczoru idę pod prysznic. Nagle, trzech chłopaków zachodzi mnie od tyłu. Kneblują mi usta. I zaczynają mnie rozbierać. Mówią wulgarne słowa. Nie mam szans, mam wtedy 13 lat. Nagle na korytarzu słychać ciężkie kroki. Chyba ktoś usłyszał hałas w łazience i moją cichą walkę. W oknie widzę zachodzące słońce, jego blask pada na okno i trafia w mój medalik. Światło razi moich oprawców. Uciekam. Na drugi dzień, po zgłoszeniu tej sprawy słyszę z ust proboszcza: ,,Jak śmiesz tak kłamać! Ja Ci pokaże, nawet rodzice Ci nie pomogą!". Zabiera mi telefon. Ja po obejrzeniu ,,Muszkieterki" i fascynacji powieściami z gatunku ,,płaszcza i szpady" biorę spinacz i pod nieobecność Ojca Klaudiusza, po 3h ,,dłubania" otwieram zamek, biorę telefon. Po czasie Tata przyjeżdża i zabiera mnie do domu. O tym co się stało 9 lat wcześniej, rodzice dowiedzieli się dopiero rok temu. Z roku na rok, z dnia na dzień moje życie zamienia się w koszmar. Szykany z powodu znamiena na twarzy, pobicie, szpital, ciężka operacja - jedną noga już na drugim świecie, choroba. Efekt: depresja i nerwica żołądka. Przychodzi 2017 rok. Po 7 latach modlitw, każdego dnia o to prosiłem, jadę wreszcie na Kalwarię Pacławską. Tam, przed Jej obrazem proszę by mi pomogła, bo tylko Ona może to zrobić. Wiedziałem, że Kalwaria Pacławska to moja ostatnia szansa. Tam, gdzie jest obraz Maryi Słuchającej, proszę o cud. Po powrocie z Kalwarii, ku własnemu zdumieniu znajduję psychologa, którego świadectwo pamiętam z gazety, z której dowiedziałem się o Kalwarii Pacławskiej. Po 3 miesiącach wakacji…BUM!!! Rozstaję się z narzeczoną. Żałuję tylko, że przy okazji przez pewną osobę, a raczej przez jej "sugestie" zostały poróżnione moje relacje z innymi. Ale tego już nie zmienię. Zaraz potem Konrad zaprasza mnie do ChwSM. Dzięki wsparciu jego, Roberta i nowych ludzi, decyduję się na rewolucję. Ostateczną w życiu, wywracając je do góry nogami. Przychodzi Wielki Post 2018 roku. I zostaje zaakceptowana moja prośba wyjazdu na rekolekcje na Kalwarię Zebrzydowską. Decyduję: Jadę, nie stchórzę! W międzyczasie w głowie pojawiają się myśli: C­zy dam radę, wytrzymam? Biorę tydzień wolnego na uczelni, i zaczynam się modlić: Daj mi pomoc i siłę. Przecież minęło już tyle lat. 9 lat, ja chcę wreszcie zacząć żyć! W dniu wyjazdu ścisk żołądka, nudności. Ale otwieram Pismo, i co widzę? ,,Duch Święty zstąpi na Ciebie, i moc Najwyższego osłoni Cię! Dla Boga bowiem, nie ma nic niemożliwego!". Przyjeżdżam, i nie wiem co się dzieje, bo po raz pierwszy od lat mam myśl: Jestem głodny… i jem całą kolację, ku własnemu zdumieniu. Wieczorem idę na ,,Pasję" z myślą, że nie zasnę, bo na drugi dzień muszę wrócić do Krk, na niespodziewane spotkanie. Myśl: No super porażka, bo znowu nic nie wyszło i muszę wrócić. Ku zdumieniu po seansie zasypiam kamiennym snem. Budzę się ku własnemu zdumieniu o 5:35, i nie chce mi się ruszyć z łóżka. Idę na wschód słońca i na odsłonięcie. W czasie, kiedy odsłaniany jest obraz Matki Bożej, w końcu mam odwagę powiedzieć: Słuchaj, przyjechałem tu do Ciebie z bagażem próśb. Wysłuchaj chociaż jednej, Ty wiesz najlepiej której! Wracając do piątku, to w dniu wyjazdu odstawiam wszystkie leki: na drogi oddechowe i stres. Po pierwszej konferencji ks. Marcina czuję się, jak ukrzyżowany i wniebowzięty jednocześnie. Zacznijmy od cytatu z księgi Apokalipsy: ,,Ty masz wytrwałość i zniosłeś cierpienia dla imienia mego, niezmordowany. Ale mam przeciw Tobie to, że odstąpiłeś od swej pierwotnej miłości!". Słów Jezusa nie mogę odrzucić. To przecież właśnie On stwarza przez SŁOWO, którego nie można z siebie wypuścić. Do wszystkiego potrzeba przecież czasu, a Rekolekcje to przecież czas, czas ODNOWY. Czyli OD NOWA = Nowy Start. Za chwilę ks. Marcin mówi też: ,, Nie wolno nic mówić, dopóki słowo Boże nie przeniknie Ciebie!" A słowo Jezusa to pełnia łaski i mocy. Dodatkowo padają też słowa, o trupie, że nie może być apostołem! W tym momencie, zbieram się na odwagę i na Eucharystii rozpoczynającej rekolekcje mówię: Daj mi miłość, bo pragnę jej, jak nikt inny na świecie!

    Wróćmy teraz do soboty. Po zjedzonym (znów zdumienie) śniadaniu jest druga konferencja. O ADORACJI, że to moje intymne i osobiste spotkanie z Jezusem. Bo przed nim staję ja: Mateusz Wałach. I nie ma znaczenia mój stan ducha, kondycja. Nie ma grzechu, bo Jezus go zabrał! U mnie nie dochodziło do uzdrowienia. Dlaczego? Bo była blokada, przez grzech i zranienia. Na Adoracji Jezus zaprasza także do relacji swojego Ojca. Bo Adoracja to też spotkanie, z Tatą, który mnie tuli i tej miłości nic nie zniszczy! Ks. Marcin mówi też: ,,Przestań się zamartwiać, że coś Ci się stanie!" Ja mówię: Kurde, przecież to ja! Na terapii mówiłem, że mam lęki na wyjeździe. O co? Że coś mi się stanie, że ktoś mnie skrzywdzi… Co się stało jak zacząłem przychodzić na Adorację? On zaczął robić jazdę w moim życiu i z nim. X Marcin też mówi: ,, Twoje serce może być bez rozrusznika!" Trzeba otwierać Pismo Święte, bo cisza Cię zabije. Na Adoracji BÓG się do mnie ,,dobiera". Jest warunek. Jeden: muszę mu się poddać, bo On mnie amortyzuje przed upadkiem. Jak? Przez swoją Miłość. Dobra Jezu, jestem gotowy, otwieraj te rany, niech się leje krew, niech to ,,gówno" się ze mnie wylewa. Ulecz mnie, proszę bo wiem, że możesz to zrobić! - takie słowa padają wreszcie z moich ust. Jest też mowa o Górze Tabor. Pamiętacie jakie padają tam słowa: ,, Tyś jest mój syn wybrany, Jego słuchajcie!". A my? Też na górze - Kalwarii. Miejsca, gdzie Bóg ostatecznie zniszczył śmierć, cierpienie i zło! Tabor: GÓRA ADORACJI. Kalwaria: GÓRA śmierci, upokorzenia….i ZWYCIĘSTWA. Na Rekolekcje wiozłem ze sobą wiele intencji. Co słyszę tymczasem na Kalwarii: Zostaw swoje sprawy, olej pogmatwane życie innych. Idź na Górę, i tam zrób przyjemność. Bogu i sobie przez ADORACJĘ! Bóg się innymi zajmie. I zajął, bo zaraz po powrocie z Kalwarii osoby, za które się modliłem piszą: ,,Mati, niech Pan i Mama Cię strzegą! Spełniło się, dzięki za modlitwę. No może z wyjątkiem mojego chrzestnego. Na mojego sms'a z prośbą, by poukładał swoje życie, bo to przecież on mi wszczepił miłość do Kalwarii, i walczył o swą rodzinę odpisał SMS'em w postaci kropki. Bóg uzdrawia, ale my musimy chcieć go wpuścić do naszego życia. Odwaga i wejście na ADORACJĘ to zmiana. Zmiana PERSPEKTYWY. Daj czas sobie na wszystko. Pojawia się w mojej głowie pytanie, które wypowiada X Marcin: Zmieniam, czy schodzę? I postrzał, bo zmieniam ,ale muszę zejść.Przychodzi czas na spacer. Nigdy w życiu nie widziałem tylu uśmiechniętych twarzy. No, może z wyjątkiem ŚDM. Tylu ,,bananów" na ustach. Nawet mimo błota. Kalwaria. Po prostu: KALWARIA!!! Z WAMI, z ludźmi, których mogę uważać za: braci i siostry. Za przyjaciół. W tym momencie mówię: Boże, to niemożliwe, ja chyba śnię ?! Ale nie, to nie jest sen. Bo na obiad zjadam dwie porcje zupy….

    Przychodzi trzecia konferencja: WSPÓLNOTA. Jej celem jest dążenie do Jezusa, wspólnie. Żeby być Królestwem Bożym. I służba, przez pokorę i propozycję umycia nóg. Fundament ChwSM: ZOBACZCIE, JAK ONI SIĘ MIŁUJĄ! I to prawda, bo ja nigdy nie dostałem tyle miłości, nawet od własnych rodziców, jak we Wspólnocie. Bóg daje też receptę: skup się na tych, których nie lubisz, nienawidzisz! Ej, serio? Tak, bo najlepszą formą zemsty jest MIŁOŚĆ, miłością do Boga możesz pokonać wszystko! Dążenie do współzawodnictwa, Bóg mi to uświadomił, że wcześniej tak robiłem. A tu proszę! Pokora popłaca, i jaki wyszedł wyjazd! WSPÓLNOTA to odpowiedzialność. Ja za WAS. Musze dbać o relację z Wami, bo mi na Was zależy !!!!!!! Bądź wierny Ewangelii i swoim marzeniom. Wcześniej, na popołudniowej kawie wyglądałem jak ktoś, kto dostał obuchem w łeb. Byłem jak wyłączony z życia. W środku czułem jak się cały szarpię, walczy Bóg w mojej sprawie. Ostatnia konferencja to kropka nad i. W sobotę dostaję słowo: ,,Ufają Tobie znający Twe imię, bo nie opuszczasz Panie tych, co Cię szukają!". Wracam do Krk, wszystko idzie, ku zdumieniu po mojej myśli. Nocuję u Siostry. Druga po 9-ciu latach przespana noc. Jakim cudem ?! Rano, dawaj z Magdą na Kalwarię. Nawiasem mówiąc, tego też nie zdążyłem wczoraj powiedzieć, iż jest to kolejna osoba, przez którą PAN pokazuje mi, że nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. W niedzielę przed odsłonięciem, nad wejściem do kaplicy Jej Cudownego Obrazu, widzę słowa: UZDRAWIA, KRÓLUJE, POCIESZA !!! Zaczynają grać fanfary, łzy same płyną…nad wizerunkiem dostrzegam słowa: OTO+MATKA+TWOJA … a w sercu słyszę słowa: ,,Przestań płakać, oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy. Ten LEW żyje w TOBIE !!!". i w tym momencie zostaję uzdrowiony…..

    A potem? Potem śniadanie, czekolada i chmurka. Dysputy Krisa o byciu (anty)Papieżem, reformach kurii i ekskomunice. W Brodach podziwiamy kościół Grobu MB, skąd rusza procesja Tryumfu Maryi Wniebowziętej podczas Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego. Znów uśmiechnięte twarze. Na koniec Lanckorona, widoki Tatr, pizza, śmierdzący zapach oliwy truflowej…. I śmiechy z tekstu: ,, Pan coś mówił na temat Policji?!" 

    W domu, kiedy otwieram drzwi w drzwiach stają rodzice. Mama, ze łzami pyta:,, Czy się stało?" . Z moich ust pada: ,,T A K", i padamy sobie w ramiona. Po tygodniu odbieram zaświadczenia o uzdrowieniu: od lekarza dróg oddechowych i psychologa: o uzdrowieniu z nerwicy i depresji…

    Oto moja historia. Kiedyś ktoś zabrał mi projekt o Kalwarii. Powiedziałem , nikogo więcej tam nie zabiorę. Był ŚDM, „22" w Łagiewnikach, narzeczona, ludzie-którzy oszukali i obdarli z godności. A teraz? Teraz jestem Mateusz Wałach. Za 3 miesiące kończę wymarzone studia: turystykę religijną na UPJP2 w Krakowie, chociaż mi mówiono, że jestem tumanem, mimo bardzo dobrych wyników i świadectw z wyróżnieniem. Że nic nie osiągnę…nic z tego! Oto ja i moja historia, pełna bólu i cierpienia. Chcę pokazać, że dzięki Wam i JEMU zwalczyłem smoka, który mnie prześladował. I uśmiecham się, bo szczęście dał mi ON! Piękna historia, cuda i łaski doświadczone! Tam, na Kalwarii jest niebiański Świat! I takie miejsce znam, w którym, gdy znajdziecie się, spotkacie szczęście nieskończone, chcę byście ze mną wracali tam! To wreszcie ta historia o tym, że smutek swój przemogłem. Bo udało się uwierzyć mi, że ON zwyciężył śmierć! Że gdzieś jest lepszy świat, byśmy w nim zamieszkać mogli. I on tak naprawdę często, tuż obok kryje się w naszym serca dnie!!!!Od tamtego czasu, wiem, że K A L W A R I A to jedno, z moich miejsc.

    Na koniec: MATKO z kalwaryjskiego wzgórza! Matko Bolesna i Wniebowzięta! Dziękuję Ci, za ten ból, za to cierpienie, za poniżenie, za tę oazę i bój o czystość, za pobicie, depresję, nerwicę i te lęki. Za niezrozumienie ze strony rodziców i odrzucenie rówieśników. Za to, że czasami jestem uparty i krzywdzę tym innych. Za to, że zawsze stałaś pod moim krzyżem. Proszę Cię, aby ta umiłowana wspólnota, gdzie wreszcie odnalazłem swoje miejsce: CHRYSTUS W STARYM MIEŚCIE była, jak mówił Twój syn, św. Jan Paweł II tam, na Kalwarii: ,,zawsze wierna Tobie, i Twojemu Synowi!". Maryjo, Matko Boża! Wniebowzięta Pani z Kalwarii Zebrzydowskiej! Powierzam Ci tych, których kocham, których Bóg postawił na mojej drodze, moje przybrane Siostry i proszę, byś im błogosławiła. Spełniaj ich pragnienia, bo jak nikt inny na to zasłużyli i zasługują. Niech już tu, na ziemi, dzięki Tobie otwiera się NIEBO! Otwieraj je na Kalwarii, którą wybrałaś i umiłowałaś jako swój tron. Którą z miejsca upamiętniającego kaźń swojego dziecka, uczyniłaś miejscem Jego i swojego TRYUMFU!

    TOBIE, KTÓRA NA KALWARII:

    * UZDRAWIASZ poprzez SŁOWO,

    * POCIESZASZ we WSPÓLNOCIE,

    * KRÓLUJESZ i sprawiasz, że TWÓJ SYN jest z nami w EUCHARYSTII, którą ADORUJEMY w TWOIM domu, której TY byłaś, jesteś i będziesz na zawsze PIERWSZĄ MONSTRANCJĄ mówię: WIELBI DUSZA MOJA PANA !!!!

    KALWARYJSKA PANI, MATKO NASZA DROGA !!!

    POWIERZAM Z NIMI SIĘ TOBIE, PROWADŹ NAS DO BOGA !!!!

    PS: Zapraszam w ostatnie czwartki miesiąca, do Bazyliki Mariackiej, gdzie Jezus czyni cuda. A to wszystko za wstawiennictwem Maryi. I wspólnoty: Chrystus w Starym Mieście. #spotkajGo!

    Oceń ten wpis:
    Psalm Dawidowy
    Misyjne Dzieci Boga - wiosenne rekolekcje misyjne ...
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    sobota, 23, czerwiec 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.