Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Taize, czyli Sylwester inny niż poprzednie

    Na początku nie byłem do tego wcale przekonany. Słyszałem o spotkaniu z braćmi z Taize, ale nie wiedziałem czy to jest coś dla mnie. Nigdy nie byłem fanem takiego sposobu modlenia się, zawsze wolałem robić to samemu. Ale wychodzę z założenia, że jeżeli się nie spróbuje, to nie będzie się wiedziało na czym to polega.

    Dziś - dzień po powrocie z Bazylei mogę z ręką na sercu powiedzieć, że to było coś wspaniałego. Moim świadectwem chcę zachęcić młodzież, która ma takie wahania jakie miałem ja. 

    Przy decyzji o wyjeździe na Spotkanie Taize do Bazylei miałem kilka obaw. Pierwsza była bardzo błaha: przecież to odbywa się w sylwestra, którego zawsze spędzałem na imprezie bawiąc się razem ze znajomymi. Co zrobić? Zostać w Polsce i przeżyć taką samą celebrację Nowego Roku, czy wyjechać do Szwajcarii i oprócz zabawy postawić na przeżycia duchowe? Decyzja była ciężka, wahałem się do ostatniej chwili, ale pojechałem.

    Razem z Duszpasterstwem Młodzieży Diecezji Warszawsko-Praskiej zapakowaliśmy się do autokaru, a wcześniej zostaliśmy pobłogosławieni przez bp. Marka Solarczyka. Odjechaliśmy w kierunku Bazylei i wtedy pojawiły się pierwsze dziwne myśli na temat wyjazdu. Przecież ja z całego autokaru znam 5 osób. To i tak stosunkowo dużo, bo mogło być gorzej. Ale od razu do głowy zaczęły mi przychodzić wizje na temat podziału grupy na miejscu, przejmowałem się brakiem znajomych przy sobie. Dodatkowo nie wiedzieliśmy, czy będziemy mieszkali w rodzinach, czy może w miejscu zbiorowego zakwaterowania. Bałem się trochę o swój bagaż, ponieważ miałem przy sobie aparat i kilka obiektywów, a także laptopa. Przejmowanie się takimi rzeczami to moja specjalność i jestem w tym na prawdę dobry. Ale wszystkie obawy przeszły mi po tym, jak w autokarze modliliśmy się Koronką do Ducha Świętego. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, ale to po modlitwie do Ducha Świętego udało się zwalczyć moje obawy. To był dla mnie pierwszy znak, że chyba było warto.

    Do Bazylei dojechaliśmy rano, więc każdy był "połamany" po spaniu na fotelach autokaru. Udało się zarejestrować, dobrać sobie grupę, dojechać do parafii goszczącej nas, a także podzielić zakwaterowanie tak, że każdy był zadowolony. Mieszkałem z dwoma kolegami u bardzo sympatycznej pani, która od razu ugościła nas jak swoich synów. Najważniejsze było to, że pani Brigitta mówiła bardzo dobrze po angielsku, bo nie znaliśmy niemieckiego. Codziennie dostawaliśmy herbatę, pyszne śniadanie, słodycze, desery i wszystko czego tylko potrzebowaliśmy. Czuliśmy się jak w domu!

    W naszej parafii w miasteczku Sissach były dwa kościoły - katolicki i ewangelicki. Jak się okazało, większość mieszkańców Sissach jest ewangelikami, dlatego wszystkie modlitwy poranne odbywały się właśnie w protestanckiej świątyni. Zderzyłem się wtedy po raz pierwszy z ekumenizmem. Wiedziałem co to jest, ale nie przeżyłem tego nigdy wcześniej. Nie wiedziałem, jak będą wyglądać modlitwy w kościele ewangelickim, trochę się tego obawiałem. Na szczęście okazało się, że modlitwa ekumeniczna nie jest niczym strasznym i dziwnym. Można wręcz powiedzieć, że w pozytywnym znaczeniu, nie czułem tego ekumenizmu. Wszystko było dla mnie takie "nasze". Śpiewy, czytania biblijne, wspólne przeżywanie wiary w Chrystusa. Tak samo było z modlitwami wieczornymi, w których uczestniczyła cała młodzież, która przyjechała do Bazylei. Przepiękne śpiewy, bardzo wymowna i pomagająca się skupić cisza oraz czytania biblijne pokazały mi, że jednak taki sposób modlenia się jest bardzo przyjemny. Sam nie wiem, czemu kiedyś tego nie lubiłem. Już teraz chyba rozumiem powiedzenie "kto śpiewa, dwa razy się modli". Podczas śpiewów w kanonach Taize czułem, że to na prawdę przynosi efekty. Poczułem duchowe oczyszczenie i ogromną siłę. Aż chce się modlić ;)

    Całe spotkanie było bardzo ciekawym doświadczeniem. Po raz pierwszy byłem w Szwajcarii, po raz pierwszy na Taize, po raz pierwszy przeżyłem Noc Sylwestrową w taki sposób. Taki, czyli modlitwa o pokój na świecie, a później festiwal narodów - przedstawienie każdego narodu, które mieszkały na terenie naszej parafii. Na początku żałowałem, że nie jestem na imprezie i nie bawię się w Polsce, tak jak większość moich znajomych, ale teraz wiem, że można przeżyć tę noc w inny, może nawet lepszy sposób.

    Dlaczego mogę polecić wszystkim wyjazd na przyszłoroczne Europejskie Spotkanie Młodych Taize w Madrycie?

    • ​To świetny sposób na wyciszenie i przemyślenia wszystkich spraw

    • Możecie poznać masę ciekawych ludzi z całej Europy

    • To może być okazja do zwiedzenia miasta, które jest gospodarzem spotkania

    • Możliwość poznania kultury i wiary osób, które przyjmą was do swoich domów

    • Przeżycie Nocy Sylwestrowej innej niż wszystkie

    • Wielka przygoda, której nie zapomnicie przez całe życie!


    Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba, która wahała się tak jak ja, zmieni zdanie i wybierze się na przyszłoroczne Taize do Madrytu.

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Niech Bóg Was błogosławi!


    Oceń ten wpis:
    Spotkanie przez duże S – ESM Taizé w Bazylei
    Rodzina to jest siła!
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    sobota, 24, luty 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.