Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    "W jaskini lwa" - o stereotypach, nowych doświadczeniach i relacjach pomiędzy Oazą a KSM.

    question-mark-2492009

     Wstępniak

    Ja, doświadczony KSM-owicz – senior (to takie osoby, które ukończyły 30 rok życia i z powodów formalnych nie mogą w pełni angażować się w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży), doświadczony w wielu kościelnych akcjach i drogach formacyjnych, zaangażowany w Stowarzyszeniu na wielu poziomach od parafii poprzez diecezję i kraj – pierwszy raz w życiu poszedłem na spotkanie grupki Ruchu Światło-Życie, potocznie nazywaną „Oazą". Poniżej moje uwagi i przemyślenia…

    Na wstępie muszę zaznaczyć, że „nic nie mam" do „Oazy". Nie jestem do tego środowiska uprzedzony, choć zdecydowanie, duchowość, którą miałem okazję powierzchownie obserwować nie odpowiadała mi (więcej szczegółów później).Co więcej, w „Oazie" mam kilkoro znajomych, których bardzo szanuję i nawet lubię. Choć przyznaję się, że część stereotypów o Ruchu powielam, to robię to jedynie w formie żartu…

    Od niedawna mieszkam i pracuję w Warszawie. Pewnego dnia, moja znajoma zaproponowała mi, żeby wybrać się na spotkanie „Oazy dla pracujących". Sama tam uczęszczała od jakiegoś roku. Propozycję przyjąłem z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie od dziś wiadomo, że KSM i Oaza to „dwa różne światy pomiędzy którymi panuje, delikatnie mówiąc konflikt". „To nie moja bajka"- pomyślałem sobie. Ale z drugiej strony, to lubię się pomodlić a na Pana B. nie jestem obrażony. Po pewnym czasie pomyślałem więc sobie: „dlaczego nie?". Pójdę na Mszę Św., pomodlę się na spotkaniu ogólnym. Dodatkowo, na rozmowach w grupkach poznam paru „kosmitów" i porobię sobie tzw. „jaja"- np. zacznę co drugiej osobie proponować wspólne wyjście na piwo, bo w „Oazie przecież nikt nie zna smaku alkoholu". Będzie śmiesznie…

    Stereotypy…

    Zarówno o „KSM-owiczach" jak i „Oazowiczach" funkcjonuje wiele stereotypów. Oto niektóre z nich… Wiele osób uważa, że Oaza dużo się modli, a mało działa. To takie seminarium, kontemplacja, umartwianie się i ucieczka od świata. Mało „praktyczności wiary". Trudno z osobami z Oazy pogadać o wszystkim i o niczym, wyjść na imprezę, itd., itp. Poza tym, dziewczyny są mało atrakcyjne, noszą długie spódnice i rozciągnięte swetry – tzw. typ „Oazówa". Jak taką zaprosisz na kawę, to się na Ciebie obrazi… Każdy Oazowicz uważa, że KSM to „mniej niż zero", że nie ma tam formacji i P. Boga. Generalnie jest nastawienie typu: „co się będę zadawał z tym człowiekiem małej wiary".

    O „KSM-owiczach" za to, panuje przekonanie (oprócz tego co zostało już wyżej wymienione), że to osoby, które chodzą tylko na parafialne imprezy i wyjazdy. Uwaga! KSM-owicze, to często alkoholicy! Na spotkania KSM-u (jeżeli w ogóle się odbywają) ludzie chodzą tylko po to żeby sobie pogadać. Ci tacy bardziej zaangażowani, to robią akcje, które nie są zbytnio związane z formacją i apostolstwem. Chodzi tutaj o tzw. „kościelny biznes", czyli sprzedaż wszystkiego, co tylko można sprzedać pod kościołem: kartki świąteczne, flagi, sianko, książki, itp. KSM-owicz, jeżeli już coś robi, to jest tylko takim „bezdusznym działaczem kościelnym". O dziewczynach w KSM-ie nie będę pisał wiele. Mi się generalnie podobały…

    No i się zaczęło…

    Poniedziałek, po pracy. Godzina 17:45. Wsiadłem do tramwaju i jadę do kościoła. Na początku było całkiem ok. Najpierw Msza Św. w kościele Św. Anny na Starym Mieście. Msza jak to Msza, nie różniła się zbytnio od innych. Może oprócz tego, że cała „obstawa" (czytania i śpiew), była robiona przez ludzi z Oazy. Nawet sobie radzą. Przypomniał mi się młodzieżowy klimat z lat, kiedy działałem w KSM-ie. W kościele zobaczyłem Olę – to ona mnie zaprosiła. Trochę była zdziwiona, kiedy mnie zobaczyła (przyp. Ola nie wpisuje się w stereotyp „Oazówy" – jest ładna i pije piwo). Kilka ławek przede mną dostrzegłem mojego kumpla Zdzicha. Zdzichu piwa nie pije, ale jest bardzo porządnym człowiekiem. Robi doktorat na temat zagospodarowania przestrzennego miast oraz jest zaangażowany w samorządową politykę w swoim rodzinnym Tarnowie.

    Po Mszy Św. Zdzichu mnie zgarnął i poszliśmy z całą grupą do niedaleko położonego małego kościółka. W między czasie, mój towarzysz zdążył mnie zdemaskować i ujawnił liderom, że byłem w KSM-ie. „No to ładnie – pomyślałem sobie – może nikt mnie nie pobije, ale mało kto będzie mnie lubił…" Na ogólnym spotkaniu w kościółku nowe osoby musiały się przedstawić oraz dodatkowo pojawiło się kilka ogłoszeń. W głowie zostało mi to, że w najbliższą sobotę będzie impreza ostatkowa w stylu „dziki zachód". Kolega w ławce obok powiedział, że musi zaopatrzyć się w rewolwer. „Może nie jest z tymi ludźmi tak źle" – pomyślałem sobie. Acha, … to nie było jedyne ogłoszenie. Mówiono również o tym, że można zaangażować się w szereg różnych innych akcji, jak np. pomoc potrzebującym, zbliżająca się droga krzyżowa. Padła nawet propozycja 39-dniowej modlitwy do św. Józefa „o dobrą żonę i dobrego męża". Trzeba dobrać się w pary i tej drugiej osobie zaproponować wspólną modlitwę. Pary wyłącznie mieszane. Przynajmniej tak to zrozumiałem, choć może coś przekręciłem…

    Następnie, cała wspólnota zaczęła się modlić. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podobało. Każdy mógł powiedzieć coś od siebie na głos. Modlitwy były bardzo szczere i naturalne. Nikt nie świrował i nie miał „odpływów w stronę nieba". Na koniec, wszystkie nowe osoby (w tym ja), zostały zaproszone przed ołtarz, gdzie cała wspólnota się za nas modliła. Na samo zakończenie, katolicki ksiądz (czyli jest związek z hierarchią Kościoła), modlił się za nas i błogosławił poprzez położenie na nasze głowy swych dłoni. Całe to wydarzenie było bardzo miłe i serdeczne…

    Po tym etapie przeszliśmy do salki, na spotkanie dyskusyjne w mniejszym gronie. Przydzielono mnie do grupy „nowicjuszy". Samo spotkanie przebiegło dość szybko. Trochę brakowało czasu na dyskusję. Poruszone tematy dla mnie były jak by gdzieś już przerabiane i miałem odczucie, że systemowe. Muszę jednak przyznać, że osoba prowadząca była sumiennie przygotowana do spotkania. Wiedziała, co chce przekazać. Poza tym ludzie bardzo normalni i myślę, że całkiem ok, Dziewczyny to nawet ładne i sympatyczne, a jedna to nawet bardzo…

    Czekam na następny poniedziałek…
    Oceń ten wpis:
    Święty Józef - Patron któremu warto się zawierzać!
    Płodność
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    piątek, 16, listopad 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.