Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Wielkie pragnienia

     Wielkie pragnienia wielkich serc 

    Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. W człowieku, „trwa nasienie Boże" (1J 3, 9b). Jesteśmy Jego dziećmi. Skoro Bóg, tak głęboko ukochał nas, obdarzył nas Samym Sobą, to mamy w sobie, w sercu skrytą cząstkę Jego głębi, Jego wielkości i niepojętej miłości. Choćby zagłuszona ale pojawia się czasem gdzieś w głębi ta tęsknota za Bogiem Ojcem, za Miłością nie z tej ziemi, za Jego bliskością i doświadczeniem Jego miłości w tej szarej, ludzkiej codzienności… 

    Takie zakopane pragnienie nosiłam w sobie chyba od zawsze. Wierzyłam w Boga, ale nie wierzyłam w Jego miłość, bo jej nie doświadczyłam, a raczej nie próbowałam jej doświadczyć. Bez wiary i doświadczenia tego, przecież pierwszego, dogmatu wiary, moja duchowość była zupełnie oddzielona od mojego życia. Bóg miał swój wyznaczony czas w moim życiu. Niedzielna Msza, sporadyczna modlitwa, czasem rekolekcje i poza te wyznaczone punkty nie dopuszczałam Go nigdzie dalej. Dziwiłam się tylko, czemu w moim życiu nic się nie zmienia. 

    W maju 2015 roku wyszłam za mąż. Razem z mężem mieliśmy ogromne pragnienie, by stworzyć piękną, kochającą Boga rodzinę. Był to początek pragnień, początek otwierania serca. Jednak w rozmowach z mężem wiara budziła u mnie taki wstyd, że nie umiałam swobodnie mówić o swoich duchowych przeżyciach. Kiedy chciałam powiedzieć, o czymś związanym z Bogiem, z Jezusem mówiłam np.: „góra nam pomaga", albo „niebo", „ten u góry". Dlaczego? Mąż jest najbliższą mi osobą, jest moim przyjacielem. Czy ja naprawdę wierzyłam w Boga? Czy ja naprawdę Go kochałam…? 

    W Styczniu 2017, przeżyliśmy pierwsze rekolekcje Domowego Kościoła. Usłyszałam na nich, że miarą miłości do Chrystusa, jest miara naszej ewangelizacji. Zrozumiałam, że nie kocham. Mówię, że kocham, ale nie kocham. Wtedy modliłam się gorąco, by Pan pomógł mi się pokochać, pomógł mi naprawdę uwierzyć w Niego i Jego miłość do mnie. To było „tylko" pragnienie. Panu wystarczyło. Zaczął zmieniać moje serce. Ja zdecydowałam wtedy trwać na modlitwie, czytać Pismo Święte i czekać. Choć nic się nie zmieniało, ja trwałam, poznawałam Go i coraz bardziej pragnęłam… 

    Pół roku później doświadczyłam Jego miłości przez medytację Jego słowa. Było to jedno z najpiękniejszych doświadczeń w moim życiu. Jakby stanął naprzeciwko mnie i powiedział „kocham". A Słowo Boże jest twórcze i od razu sprawia to co oznacza. I to nie było słowo jak ludzkie, to było słowo, które od razu stało się we mnie prawdą. Zapragnęłam wtedy dzielić się z innymi tą nadzieją. Wiarą, że Bóg jest i że chce wypełnić nasze serca w sposób doskonały… Pragnienie…. 

    Kolejne pragnienie. Dojrzewało we mnie kolejne pół roku. Choć doświadczyłam przemiany życia, choć Bóg stał mi się bliższy niż kiedykolwiek, choć zauważalnie dla mnie zaczął uzdrawiać moje największe rany, to ciągle brakowało mi odwagi powiedzieć, że On zmienił moje życie i że może zmienić Twoje i KAŻDE. Bałam się, bałam się, że to nie będzie we mnie trwałe, że zostanę wyśmiana, odrzucona. Ciągle nie do końca Jezus był moją miłością, ciągle coś było dla mnie znacznie ważniejsze (opinia innych, wygoda, akceptacja). Ale znów… było to wielkie pragnienie, WIELKIE PRAGNIENIE BOGA ŻYWEGO, żywego w moim życiu, sercu, małżeństwie, rodzinie… 

    Pół roku później- na sam koniec grudnia 2017, stworzyłam na instagramie „Domową kapłankę". Mój pierwszy ewangelizacyjny kroczek. Na profilu tym chcę dzielić się swoją codziennością, dbaniem o ognisko domowe, rodzinę i życiem, w którym Bóg jest moim Panem. Piszę o Nim i odkrywam jak wiele dla mnie znaczy. Chcę Go. Nadal boję się odrzucenia, boję się, że nie dam rady, ale chce, bardzo chcę zaświadczyć, że Bóg jest, że kocha, że naprawdę ogromnie kocha każdego człowieka i chce go. Ogromne pragnienie mojego serca, by mieć wiarę i glosić Pana, On sam spełnił i napełnie mnie to ogromną radością.

    Czuję, że jestem w tym naprawdę sobą. Odkrywam to, kim mogę być dla Niego, jakie ma wobec mnie zamiary. Choć nie zawsze jest łatwo, choć nie zawsze wybieram Jezusa, choć wiele razy jestem egoistką i leniem, to oddałam się Jemu taka, jaka jestem, z tym co mam i co potrafię. Jestem szczęśliwa. Mam teraz nowe największe pragnienie: poznać Go bardziej, choć trochę bardziej i choć trochę mniej się bać. Chcę być do Niego podobna bo Bóg jest przepiękny i pełen tak niepojętej miłości... Chcę. Chcę Boga. Chcieć to nie za mało. Bóg odpowiada na wielkie pragnienia naszych wielkich serc.

    Miejmy pragnienia. Wielkie pragnienia. Bogu wystarczą! Spróbuj! 

    Monika

    Oceń ten wpis:
    Radość nie zgaśnie, bo Taize jest właśnie!
    Spotkanie przez duże S – ESM Taizé w Bazylei
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    sobota, 15, grudzień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.