Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    Z Bogiem z wielkim mieście

    ikonadowzrastania

    Targi książki to świetny sposób na promowanie czytelnictwa. Tysiące ludzi, setki wydawców, dziesiątki autorów. No i nie ma w końcu nic lepszego jak spotkanie z bestsellerowym pisarzem twarzą w twarz. A jeśli jeszcze tym autorem jest pani Katarzyna Olubińska, której książka ze świadectwami wiary znanych osób podbiła serca ogromnej rzeszy czytelników, to lepszego połączenia nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. O tym, kogo uważa za życiowy autorytet, która modlitwa jest jej ulubioną oraz co jest dla niej największą radością w wierze opowiedziała Mirkowi Haładyjowi.




    Jest pani autorką uwielbianej przez czytelników książki „Bóg w wielkim mieście". Co panią zainspirowało do jej napisania?

    Zanim pojawiła się książka, założyłam blog „Bóg w wielkim mieście". I tak naprawdę zainspirował mnie odzew ze strony czytelników. Nie spodziewałam się, że będzie on tak duży. Myślałam, że będzie to czytało jakieś wąskie grono znajomych, może rodzina, a okazało się, że w ludziach jakoś tak bardzo tkwi potrzeba Boga i tęsknota za Nim. I bardzo chcą słuchać o Panu Bogu, tym, który naprawdę jest i naprawdę działa w wielki mieście. A później to wszystko się jakoś tak potoczyło. Dookoła siebie ciągle słyszałam historie ludzi, którzy żyją wiarą, którym wiara pomaga, którzy spotkali Boga, albo których Pan Bóg uratował z jakiejś sytuacji. Postanowiłam zebrać te historie, zrobić takie małe dziennikarskie śledztwo: jak to tak naprawdę dzisiaj w tym wielkim mieście z Panem Bogiem. I zrobiłam. Tak naprawdę muszę powiedzieć, że nie musiałam za bardzo szukać. Te historie same do mnie trafiały. I tak piętnaście wywiadów o Panu Bogu żywym, działającym tu i teraz, w wielkim mieście, znalazło się właśnie w tej książce.

    Pisze w niej pani: „Wielkie miasto, choć daje dużo możliwości i dostęp do wielu pięknych rzeczy, bywa oceanem obojętności". W jaki sposób pani szuka Boga?

    Tak naprawdę staram się po prostu być uważna na drugiego człowieka. Wiadomo, że bywa różnie. Często się śpieszymy, jesteśmy zagonieni, mamy dużo obowiązków, mamy dużo zmartwień. Też strach jest czymś takim, co odbiera nam wolność serca, radość. Ja w tej codzienności staram się nie zgubić, ale bywa różnie. A sposoby na szukanie są różne, choćby taki, w jaki zaczynam swój dzień – jeśli zaczynam go znakiem krzyża, to już jest to zupełnie inny dzień, bo kieruję swoją myśl do Pana Boga. Jak się gdzieś tam zapędzę od rana, no to już wpadam w spiralę szybkiego życia, takiego bezmyślnego czasami. Więc uważność na Pana Boga, uważność na drugiego człowieka. Ale też uważność na siebie, na to co mam w sobie, jakie uczucia dzisiaj mi towarzyszą, może jakie myśli, bo Pan Bóg też mówi do naszego serca, tylko czasami w tym całym chaosie nie mamy szansy go po prostu usłyszeć.

    Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że za sprawą zarówno pani książki, bloga czy też profili na portalach społecznościowych, jest pani ewangelizatorką, głosicielką dobrego słowa. Jak mówi pani swoim niewierzącym znajomym o Bogu?

    W zasadzie sama niepytana rzadko mówię o Bogu. Raczej czekam, aż ktoś mnie zapyta i wtedy mówię chętnie, normalnie, prosto, tak od serca. Mówię o tym, jak ja przeżywam wiarę, o czym ostatnio czytałam, czy słyszałam. Opowiadam też historię ludzi, którzy doświadczyli Pana Boga, więc to jest spontaniczne, autentyczne, od serca. Jednak moim marzeniem jest, żebyśmy żyli tak, aby ludzie pytali nas, chrześcijan, kim jest ten Bóg, w którego wierzycie? Żeby nie trzeba było o nim opowiadać, tylko żeby ludzie sami chcieli szukać, patrząc na to, jakimi jesteśmy dla siebie ludźmi.

    Z pani Facebooka możemy dowiedzieć się m.in., że nie rozstaje się pani z różańcem. Była pani również ambasadorką akcji „Różaniec do granic". Czy to pani ulubiona modlitwa? W jakim miejscu lubi się pani modlić?

    Faktycznie różaniec jest takim przedmiotem (bo sam w sobie to jest przedmiot, dopóki się go nie weźmie w dłoń i nie zacznie na nim modlić), z którym ja się nigdy nie rozstaje. Różaniec jest zawsze przy mnie. I tak - to jest moja ulubiona modlitwa. Dlaczego? Dlatego że doświadczyłam siły różańca w swoim życiu, doświadczyłam wielkiej opieki Maryi. Ale również tego (to też jest niesamowite), że nie chce się po prostu czasami modlić, że się nie przeżywa jakiś wielkich uniesień podczas tej modlitwy. Ale ta modlitwa odmówiona z wiarą naprawdę działa w życiu. A gdzie się modlę? Tak naprawdę modlę się wszędzie, ale jeżeli chodzi o różaniec to zawsze w środkach komunikacji. To są takie miejsca, gdzie powiedzmy, gdy mam dwie godziny, jak na przykład w pociągu, to wtedy właśnie staram się w tym biegu codzienności znaleźć chwilę na modlitwę. Albo rano w tramwaju, albo w samochodzie, z reguły gdzieś jak jadę to towarzyszy mi różaniec.

    A ulubione miejsce na modlitwę?

    Ojej… (śmiech) Zdecydowanie moim ulubionym miejscem jest kościół dominikanów na warszawskim Służewie. To jest jakby mój drugi dom i nie wiem na czym polega to, że to właśnie tam się tak czuję. Ma on jakąś niesamowitą atmosferę. Ludzie, którzy tam są, tak naprawdę są dzisiaj moimi przyjaciółmi… Mogę powiedzieć śmiało, że jest to mój dom, miejsce, w którym doznaję wytchnienia, dostaję nadzieję i siły na nowy dzień. Tym dla mnie jest klasztor dominikanów na Służewie, a zwłaszcza kaplica Matki Bożej Różańcowej.

    Rozmodlonego człowieka często można poznać po tym, że często się uśmiecha. A co dla pani jest największą radością w wierze?

    Największą radością w wierze jest dla mnie chyba to, jak bardzo Pan Bóg jest nieprzewidywalny, jak bardzo stworzył nas wszystkich dla siebie i to jak potrafi się posługiwać takimi prostymi czasem rzeczami. Zwykły gest, czy coś, co nam się wydaje naszą słabością, jest dla kogoś tym czymś, czego akurat właśnie potrzebuje. Może to być jakieś zdanie, które potrzebuje usłyszeć, jakiś gest, na który bardzo długo czekał. I to jest dla mnie taka tajemnica wiary i dowód na to, że jesteśmy rodziną, jesteśmy kościołem, że to nie są jakieś bzdury, tylko to się dzieje codziennie. Tak naprawdę życie z Nim to jest wielka przygoda (śmiech).

    Kto dla pani jest autorytetem?

    Kto jest dla mnie autorytetem? Oj, to trudne pytanie… ale powiedziałbym, że moja mama, bo tyle, ile w niej jest dobra, ciepła i takiego bezinteresownego kochania drugiego człowieka, to ja nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu będę miała (śmiech). Moja mama ze swoją dobrocią, ze swoją prostolinijnością, z tym jak przyjmuje i szanuje każdego człowieka, jest dla mnie autorytetem.

    W swojej książce rozmawia pani ze znanymi i lubianymi ludźmi, m.in. z Wojciechem Modestem Amaro, Maćkiem Musiałem, Mariką… Czym kierowała się pani, wybierając swoich bohaterów?

    Tak naprawdę gwiazdy z mojej książki, pojawiały się w moim życiu w jakiś sposób spontanicznie. Ja wierzę, że to była książka pisana razem z Panem Bogiem, że te spotkania nie były przypadkowe. Nie było żadnego klucza. Wszędzie tam, gdzie czułam prawdę, gdzie czułam autentyczną wiarę i gdzie ta druga osoba zgadzała się odsłonić swoje serce przed czytelnikami, zgodziła się opowiedzieć o swoim życiu, o swojej przygodzie jaką jest wiara, przygodzie z Panem Bogiem, tam ja też mówiłam: „Dobrze, róbmy to". Więc to było tak naprawdę obustronne – wymagało obustronnego zaufania.

    Czy ma pani swój ulubiony fragment Pisma Świętego?

    Mam wiele, ale obecnie, tak jak pomyślałam o takim ulubionym, to są to słowa: „Powierz Panu swoją drogę i zaufaj, a On będzie działał". Bo my ciągle sobie w tym wielkim mieście chcemy udowodnić, że jesteśmy tacy silni, tacy niezniszczalni, że tak wszystko bierzemy na swoje barki, a On naprawdę tego od nas nie oczekuje i On naprawdę jest siłą, również w naszych słabościach.

    A o czym rozmawia pani podczas modlitwy, podczas spotkania z Bogiem?

    A to już zależy od dnia (śmiech)… ale dzisiaj, po tych targach, na pewno pójdę i mu bardzo, bardzo podziękuję za każdego człowieka, który tu przyszedł, za każde słowo, które tu usłyszałam i za to, jak niesamowicie działa tu i teraz.

    A jakie jest pani największe marzenie?

    Moje największe marzenie: żyć dobrze, być dobrym człowiekiem, mieć odwagę do spełniania swoich marzeń, żyć sensownie - też dla innych ludzi, umieć się dzielić i przede wszystkim w tym wszystkim nie zgłupieć i nie zgubić Pana Boga.

    Dziękuję bardzo za rozmowę.

    Ja również.




    Wywiad ukazał się w TRYBACH. Katolickim Miesięczniku Studenckim,
    nr 3-4/2018 (marzec-kwiecień).
    Zajrzyj na www.e-tryby.pl, by poczytać inne artykuły.

    Oceń ten wpis:
    Za rękę z Ojcem Pio
    Patrzymy sercem! - kilka słów o pracy z niepełnosp...
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    niedziela, 19, sierpień 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.