Login to your account

Login *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz swoje konto

Pola oznaczone * są obowiązkowe..
Imię i nazwisko *
Login *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Antyspam *

    Ambona młodych

    To miejsce czeka na Ciebie! Zarejestruj się i bądź prawdziwym redaktorem :-)
    Stwórz swój profil i umieszczaj na nim artykuły w czterech kategoriach: Oto Ja; Kościół; Świat; Rodzina.
    Podziel się swoim zdaniem z innymi!

    „Złoty medal pod kierunkiem najlepszego Trenera – nasz cel"

    „Takie jest prawo miłości, jest kluczem nieba bram. Takie jest prawo miłości i jego strzeżmy". Nasze hasło przewodnie. Nasze, czyli czyje ? Cześć! Jesteśmy świeżo upieczonymi MŁODYMI narzeczonymi. Studentami. Osobami pracującymi. Dorośli, ale gdzieś w środku jeszcze dzieci. Ona niecierpliwa, on oaza spokoju. Ona choleryk, on melancholik. Ona zrobi tu i teraz, on przeanalizuje i przemyśli. Ona milion pomysłów na minutę, on jeden, ale konkret. Można by napisać, że przeciwieństwa się przyciągają. Ale… Ona pragnie małżeństwa, on pragnie małżeństwa. Ona pragnie świętości, on pragnie świętości. OTO JA a właściwie oto MY: Monika i Michał . Czego pragniemy i do czego dążymy? Do związku zapieczętowanego przez naszego Tatę – Pana Boga. Do małżeństwa opartego na prawdzie, zaufaniu i MIŁOŚCI. Wiecznej WSPÓLNEJ radości i świętości.

    Pierwszym związkiem w jaki weszliśmy jako para, to nie narzeczeństwo, a Związek Rycerstwa Niepokalanej. (3 maj – za półtora roku - nasza data ślubu – nie przypadkowa) Dwa tygodnie później, mogliśmy już z dumą mówić do siebie – mój narzeczony, moja narzeczona. Nasza znajomość to prawdziwy tor przeszkód. Tak. Zdecydowanie w ten sposób możemy określić drogę, podczas której wzajemnie się poznawaliśmy i dalej poznajemy Mnóstwo wzlotów i upadków, rozstań i powrotów, radości i łez. Ale wiecie co? Nigdy miedzy nami nie było takiej więzi, jak jest obecnie. Wiemy, że Maryja - nasza Mama - nad nami czuwa i nam pomaga. Dlaczego tak twierdzimy ?

    (Michał) – Od 5 klasy szkoły podstawowej, najpierw ministrant, z czasem lektor. Od najmłodszych lat moje życie kręciło się wokół tego, co dzieje się w Kościele. Jako młody chłopiec, modliłem się nie do końca świadomie, nie wiedziałem co mogę otrzymać dzięki modlitwie. Ówczesne chodzenie do kościoła było dla mnie służbą. Starałem się, aby każda funkcja jako ministrant, lektor, była wykonywana perfekcyjnie. Była też chęć rywalizacji z kolegami o miano „najlepszego ministranta w parafii". Odkąd zacząłem uczęszczać na spotkania grupy młodzieżowej (Effatha), na które Monika też przychodziła, zobaczyłem inną formę modlitwy. Nie było to zwykle „odklepanie" pacierza. Coraz częściej przychodziłem do kościoła na adorację Najświętszego Sakramentu. Niby starszy, bardziej dojrzały, ale dalej nie widziałem jak się modlić tak, by modlitwa okazała się owocna. Teraz jest mi o wiele łatwiej. Modlę się swoimi słowami, mówię to co czuje, myślę, a także to, czego pragnę. Nie recytuje wykutych na pamięć za czasów dziecka modlitw. Teraz, chodząc na Msze Świętą, czerpie o wiele więcej niż pilnowanie swoich obowiązków podczas służby przy ołtarzu. Zaczynam bardziej wewnętrznie do tego podchodzić – duchem i sercem, a nie tylko umysłem i ciałem. Warto też wspomnieć o mojej historii związanej z odmawianiem Różańca. Wcześniej odmawiałem Go w kościele na rożnych nabożeństwach. Kojarzył mi się głównie z bardzo długą modlitwą , długim klęczeniem i bólem kolan! Jednym z pierwszych momentów przełomowych, który zmienił moje podejście do różańca, były piesze pielgrzymki do Częstochowy. Tam pomału zaczął się zamazywać obraz modlitwy różańcowej opisany wyżej. To właśnie na pielgrzymkach zacząłem odczuwać ile siły daje mi różaniec w pokonywaniu kolejnych kilometrów w drodze na Jasną Górę i jak bardzo działa w moim życiu. Dziś jako Rycerz Niepokalanej, czuje w sobie misję odmawiania Różańca nie tylko w swoich intencjach, ale również w imieniu innych. Choć nie jest łatwo i muszę przyznać, że nie codziennie Go odmawiam. Marzeń mam wiele, ale jedno z nich, to codzienna modlitwa różańcowa wraz z przyszłą żoną Moniką, za siebie i naszych bliskich. Co dwóch rycerzy Maryi, to nie jeden! Życie blisko Boga i Kościoła pozwalało nam obojgu wzajemnie się poznawać. Do Częstochowy pielgrzymowaliśmy jako przyjaciele. To między innymi pielgrzymki odkryły przed nami nasze słabości. Dzięki nim ja dostrzegłem mocne strony Moniki, a ona moje. Ja dostrzegłem postawę Moniki do wiary, a ona dostrzegła moją. Ja poznałem Monikę jako niesamowicie wytrwałą osobę, która mimo wszystko dąży do celu. Pielgrzymki ukazały nam, jak każde z nas reaguje na napotkane trudności. Pielgrzymki to niewątpliwe dobry czas na poznanie drugiej osoby. Cieszę się że mieliśmy taką okazję.
    W mojej codzienności od niedawna zaistniały też słowa „ JEZU TY SIĘ TYM ZAJMIJ" – naprawdę działa ! Wiadomo, Bóg wszystkiego za nas nie wykona. My jesteśmy narzędziem w ręku Panaa ale potrzeba własnej chęci, otwartości na Jego plan, który z Bożą pomocą mamy zrealizować na tej ziemi.

    (Monika) - Zanim poznałam Michała moje spotkanie z Bogiem ograniczało się jedynie do niedzielnej Mszy św., gdzie stałam na końcu kościoła. Było to moje cotygodniowe przyzwyczajenie. Przypadkowo zostałam członkiem wspólnoty młodzieżowej, o której wspomniał wyżej Michał. W szkole poznałam cudownych ludzi, którzy wyciągnęli mnie na pielgrzymkę. Powoli odkrywałam (na początku nieufnie) inne spojrzenie na Boga. Zmiana towarzystwa pozwoliła mi dotknąć prawdziwej wiary i za to jestem im wdzięczna. Jak wyżej napisaliśmy, nasz związek to również rozstania i powroty. Podzielę się krótką historią, która trochę przybliży Wam naszą wdzięczność wobec Maryi. 

    Gdyby ktoś mi wspomniał na początku tego roku, że będziemy narzeczeństwem, nie uwierzyłabym. Michał wiódł swoje życie, ja swoje. Nie byliśmy do siebie wrogo nastawieni, ale też nie okazywaliśmy wobec siebie większej sympatii. Ja byłam zmęczona taką sinusoidą naszej znajomości. Poświęcałam czas innym, zajmowałam się swoimi obowiązkami, Michał swoimi. Mieliśmy swoich zwolenników i przeciwników i pewnie dalej ich mamy. Często (za często) kierowałam się tym, co kto mówi. Brałam sobie zawsze głęboko do serca - słowa drugiej osoby - zatracając głos Boga, swoje myśli i swoje uczucia. Podejmowałam decyzje wbrew woli Taty i wbrew swojej woli. Początek tego roku dał mi możliwość spowiedzi w Niepokalanowie. Była to spowiedź inna niż wszystkie dotychczas. Nie wiem jak to ubrać w słowa, natomiast jej owoce są widocznie do teraz. To, co było całkowicie zaplątane, dziś widzę, ze się prostuje. Ówczesne spotkanie z Tatą dało mi siłę do odświeżenia relacji z Michałem i dziś jesteśmy narzeczeństwem, a za półtora roku wspólnie staniemy przed ołtarzem i wypowiemy wobec siebie słowa przysięgi małżeńskiej. Nie od razu… ale z czasem… zauważyłam w tym działanie naszej Mamy i naszego Taty. Pisząc prawdę, muszę się przyznać, że w pędzie życia codziennego często odstawiam modlitwę „na później". Nad tym muszę i chce pracować.Michał nie raz mi o tym też przypomina. I to jest fajne. Razem jesteśmy Rycerzami Niepokalanej. Dzięki temu, różaniec nie jest mi obcy jak wcześniej. Nie jest zwykłym przedmiotem leżącym na półce. Nie powiem, że modlę się nim codziennie, bo bym skłamała. Natomiast wiem, że każde moje „Zdrowaś Maryjo", odmawiane w radości, ze łzami w oczach, w złości, w aucie, w lesie, na rolkach miało i ma swoje znaczenie. Znacie to, że modlicie się, ale nic nie czujecie? Tak? Ja tez to miałam i często tak mam. Ale jak najszybciej staram się przypomnieć działanie Boga w moim życiu po spowiedzi w Niepokalanowie. Wiem, że często brakuje mi wiary, próbuję robić i podejmować decyzje na własną rękę ( co jest moją wadą) i doprowadza do zgubienia mojej osoby w świecie. Jest mnóstwo kwestii, które muszę zmienić, poprawić, nauczyć się, wypracować. Mam Michała obok siebie i mnóstwo osób, z których mogę brać przykład. W jakim towarzystwie przestajesz, takim się stajesz. Każdego dnia, gdzieś w głowie krąży myśl, że Tata na mnie czeka i mnie nie zostawia. Ja jedynie muszę otworzyć się na Jego działanie i całkowite prowadzenie. On działa, sama tego doświadczyłam, ale muszę sobie ten fakt, co jakiś czas w pamięci odświeżyć. Cieszę się, że nasz związek jest oparty na najważniejszych Wartościach.

    Jako już narzeczeństwo możemy jeszcze dotknąć tematu czystości. Obcując w młodym towarzystwie wiemy, jak trudno jest parom zachować czystość przedmałżeńską. My chcemy trwać w tej czystości. Nie boimy się i nie wstydzimy do tego przyznać. Wierzymy, że zaowocuje to w piękną przyszłością pod kierownictwem Najwyższego.

    Zmieniliśmy się we dwójkę. Wiemy, że Góra nad nami czuwała i czuwa. Dzięki Niej jesteśmy tu i teraz. Narzeczony, narzeczona. Zostaliśmy wystawieni na próbę nieraz i pewnie jeszcze mnóstwo przeszkód przed nami. Sami ich nie przeskoczymy - to wiemy. Bez pomocy z Góry na dłuższą metę nie damy rady. Dzisiaj świat pędzi w niewyobrażalnym tempie, biegnąc przed siebie często potykamy się o własne nogi. Upadki? Oczywiście i to nie jedne. Były bolesne i ciężko się z nich wygrzebać. Grunt, aby się podnieść i iść dalej. Samej? Samemu? Nie. Sprawdzone. Nie damy rady. We dwójkę? O wiele łatwiej, ale jeszcze potrzebna pomoc płynąca z wspomnianych na samym początku Nieba Bram. Mamy tę świadomość, że możemy na siebie liczyć w każdej chwili. To nie pierścionek na palcu odmienił nasze relacje, lecz podjęcie decyzji budowania życia na wspólnym Fundamencie. Pod kierunkiem najlepszego Trenera – Pana Boga, wspólnie chcemy wywalczyć na koniec złoty medal, we dwójkę, lecz tworząc spójną jedność. Takiego zwycięstwa życzymy sobie i wszystkim młodym ludziom. 

    Oceń ten wpis:
    Oto ja, poślij mnie! Wolontariat.
    Nie bój się...
     

    Komentarze

    Brak komentarzy
    Already Registered? Login Here
    Gość
    piątek, 19, październik 2018
    If you'd like to register, please fill in the username, password and name fields.